Dzieci Krwi i Kości - Tomi Adeyemi (Dziedzictwo Oriszy tom I)

Literatura fantasy nie jest mi obca. Chociaż wiele klasyków tego gatunku wciąż jeszcze muszę nadrobić, to nadal szeroko rozumianą fantastykę uznaję za moją ulubioną kategorię książek. W związku z tym tematy mitologiczne także są mi bliskie. Ale o ile często pojawiająca się mitologia grecka, nordycka lub słowiańska jest mi znana mniej lub bardziej, tak z mitologią afrykańską miałam do czynienia po raz pierwszy.

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Autor: Tomi Adeyemi

Tłumacz: Łukasz Witczak

Polski tytuł: Dzieci Krwi i Kości

Tytuł oryginału: Children of Blood and Bone

Data wydania: 13 września 2019 r.

Liczba stron: 512

Kategoria: fantastyka, fantasy

„Dzieci Krwi i Kości” to pierwszy tom cyklu Dziedzictwo Oriszy. Z tego, co mi wiadomo będzie to trylogia, lecz trzecia część jeszcze nie miała swojej premiery. Książka prowadzi nas przez świat widziany z czterech różnych perspektyw – czasem bohater stoi po dobrej stronie, a czasem po złej. Dzięki temu możemy zobaczyć, że to co dla jednych wydaje się właściwym rozwiązaniem, innym może zniszczyć cały świat.

Z bliska poznajemy, jak już wspomniałam, aż czterech bohaterów. To jednak sprawia, że nie możemy ich w pełni poznać, szczególnie, że akcja wre od początku, przez co głównymi myślami postaci jest oczywiście walka o przetrwanie. Jeśli jednak miałabym stwierdzać, czy zostali oni dobrze wykreowani, to powiedziałabym, że pół na pół. Główna bohaterka – Zelie i jej nowa „przyjaciółka” Amari są dla mnie wybrakowane w pewien sposób i nie wiem, czego im brakuje, choć mam nadzieję, że kolejna część rozwinie odrobinę ich osobowości. W miarę rzeczywistą postacią wydawał mi się Inan, czyli brat Amari. Rozumiem to, jak w jego głowie zachodziły różne procesy myślowe, gdy nie wiedział, po której ze stron się opowiedzieć – to, jak został wychowany i to, kim stał się teraz mogło stworzyć mętlik. Jego prawdziwość jednak nie zmienia tego, że był najbardziej irytującą postacią w książce, co więcej – myślę, że to, właśnie przyczyna mojej irytacji. Inan był zbyt prawdziwy. Czwartym i moim zdaniem najlepszym bohaterem był Tzain, brat głównej bohaterki. Jedyna różnica między nim a Inanem polega na tym, że Tzaina dało się lubić.

Świat  został przedstawiony bardzo dobrze. Znajdujemy się w mieście, w którym rządzi król tyran wciąż podnoszący podatki. Jedenaście lat wcześniej wydarzyła się Obława, podczas której została zniszczona magia. Wszyscy dorośli Ibawici zostają zgładzeni w okrutny sposób, a przy życiu pozostawiają jedynie dzieci, które jeszcze nie potrafią posługiwać się darem. Jednak nie wszystko poszło po myśli króla i magia niespodziewanie wraca. Lecz żeby mogła w pełni rozwinąć swoją moc, Zelie musi odprawić rytuał, a królewscy pomagierzy nie zamierzają jej ułatwić tego zadania. Wkręciłam się tak mocno w tę książkę, że postanowiłam wygooglować kilka rzeczy, dzięki czemu odkryłam, że zaklęcia używane przez główną bohaterkę, wypowiadane są w istniejącym języku, a ponieważ nie wszystkie zostały przetłumaczone, robiłam to sama. Mam wrażenie, że odrobinę lepiej poznałam tę książkę dzięki temu, więc i Wam serdecznie to polecam.

Oczywiście nie mogę nie powiedzieć niczego o wątku miłosnym. Już dawno nie czytałam takich bzdur. Motyw love-hate to chyba dla mnie najgorszy z możliwych, szczególnie jeśli bohaterowie zakochują się w sobie po pięciu minutach, mimo że przed momentem byli najgorszymi wrogami. Mogłabym przymknąć na to oko, gdyby nie to, że kręci się wokół tego tematu niemal pół książki. Wybrankiem serca Zelie jest w dodatku mocno niezdecydowany, rozwydrzony chłopczyk. Chciałabym opisać tutaj coś, co dzieje się z nim w końcówce książki, jednak byłby to ogromny spoiler. Najbardziej boli to, że ta wciągająca książka zawiera tak pokręcony (w negatywnym tego słowa znaczeniu) wątek romantyczny, który w pewnym momencie przyćmiewa całą resztę.

Mam zamiar przeczytać następną część, bo jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało, ale rozumiem, że autorka chciała pozostawić sobie otwartą furtkę, choć mam obawy, że jej plany rozminęły się z tym, co ja chciałabym przeczytać. Wam jednak polecam, szczególnie jeśli nie mierzi Was tak zły wątek miłosny. Ja tymczasem idę szukać „Dzieci Prawdy i Zemsty”.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskie.



 


3 komentarze:

  1. Ja próbowałam ją czytać, ale niestety nie jest ona dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że mimo wszystko dam jej szansę. Coś mnie przyciąga do tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger