Trupokupcy - Magdalena Świerczek-Gryboś

Mitologia, dawne wierzenia, zapomniani bogowie – to motywy, które w książkach uwielbiam. Wydaje mi się, że choć takich książek na rynku jest coraz więcej, to wciąż jest ich za mało, a niewiele z nich zasługuje na uwagę. Dawno już nie sięgałam po tego typu literaturę, dlatego tym razem postanowiłam przeczytać jedną z lżejszych pozycji.

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Autor: Magdalena Świerczek-Gryboś

Tytuł oryginału: Trupokupcy

Data wydania: 1 lipca 2020 r.

Liczba stron: 216

Kategoria: fantastyka

„Trupokupcy” pokazują świat postapokaliptystyczny. Ocieplenie klimatu zniszczyło planetę i obudziło stare duchy. W tym świecie, gdy jakaś miejscowa istota weźmie Cię pod swoje skrzydła, możesz się czuć szczęściarzem, mimo że postać ta jest od Ciebie znacznie silniejsza i nigdy nie możesz być pewien jej zamiarów. „Weźmiecie to, co wyjdzie z lasu” jest najważniejszą zasadą panującą w tym świecie.

Magdalena Świerczek-Gryboś napisała książkę, która inspirowana jest słowiańskimi wierzeniami. W powieści czuć tę szczególną magię, która towarzyszy mitologii słowiańskiej, jednak należy pamiętać o tym, że rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Poprzez tę książkę autorka chciała wyrazić swoją niemoc, frustrację, żałość i żałobę. Wizja umierającego świata wygląda realnie, a myśl, że to my doprowadzamy do tej katastrofy budzi w czytelniku smutek, bo tak naprawdę w pojedynkę niewiele możemy zrobić. Książka wprowadza refleksje nad tym, co można zrobić, aby pomóc planecie przeżyć – co ja sam/sama mogę zrobić dla Matki Ziemi.

„Marsjanie przejedli Marsa - kontynuował trupokupiec. - Ziemianie przejedli Ziemię.”

Możecie pomyśleć, że książka jest tylko dla „eko świrów”, ale ja uważam, że każdy może ją interpretować według swojego uznania. Nakreślona rzeczywistość nie różni się wiele od każdego innego postapokaliptycznego świata. I jak w każdym innym utworze tego gatunku – bohaterowie chcą jedynie przetrwać. Ciekawym zabiegiem było umiejscowienie akcji w Polsce i dodatkowe zastosowanie lokalnej gwary. Mamy tutaj przede wszystkim do czynienia ze śląskim zaciąganiem, ale jedna z bohaterek używa również języka kaszubskiego. Na początku ciężko było mi się wpasować w taki styl, ale bardzo szybko wszystkie problemy minęły i wręcz płynęłam przez lekturę.

Sama historia bardzo mnie urzekła. Podobało mi się, jaki niepokój panuje wśród bohaterów, wręcz czułam ciarki na plecach. Uważam jednak, że niektóre aspekty powinny być bardziej rozbudowane, a chociaż odrobinę dogłębniej wytłumaczone. Są chociażby postacie, nazywane juchochłepcami, których należy się obawiać i w jakiś sposób potrafią wyczuć obecność ludzi. Do teraz nie jestem pewna, czy byli to tylko zwykli grabieżcy, czy istniało również inne, poważniejsze zagrożenie z ich strony oraz czy byli to ludzie, czy istoty nadprzyrodzone? Być może coś przespałam, jeśli tak to przepraszam, niemniej samo ich stworzenie było dla mnie genialnym pomysłem i szkoda, że tak mało się o nich dowiedziałam.

Od samego początku chciałam dać książce dosyć wysoką ocenę, aż do momentu, w którym autorka wyjaśniła pochodzenie bogów… Dla mnie takie wytłumaczenie było zupełnie nieodpowiednie, zwyczajnie mi się nie podobało. Wolałabym nawet, żeby kwestia pozostała niewiadomą, niż żeby była nakreślona w taki sposób. I przykro mi to stwierdzić, ale w tym momencie moja ocena poleciała na łeb, na szyję. Nie chcę jednak, żebyście zrozumieli mnie źle – takie rozwiązanie może się wielu z Was spodobać, co więcej, możecie być nim zachwyceni. Dla mnie to niestety była jedna wielka pomyłka… To wpływa na moją ocenę, ale czy powinno wpływać na samą wartość książki?

Warto oczywiście jeszcze na sam koniec nadmienić, że książka zawiera rewelacyjne ilustracje. Czarno białe rysunki wprowadzają czytelnika w jeszcze głębszy niepokój. Śmiało można stwierdzić, że dzięki nim „Trupokupcy” posiadają ten szczególny, mroczny klimat, za co należą się ogromne brawa dla ilustratora, którym jest Marek Gryboś.

Nie sugerujcie się moją oceną – książka naprawdę jest rewelacyjna. Gdyby nie ten jeden aspekt, który zdecydowanie mnie zawiódł, lektura zdobyłaby chyba aż 8 gwiazdek, a może nawet 8 i pół. Szczerze Was zachęcam do jej przeczytania. Wierzę też, że każda osoba, która sięgnie po tę pozycję, zechce zmienić swoje codzienne życie na bardziej ekologiczne – i to jest cudowne.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

4 komentarze:

  1. W końcu chyba będę musiała tę książkę kupić - ciekawi mnie od premiery, recenzje też są obiecujące i wskazują, że może mi się bardzo podobać.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger