Tego Nie Mogę Ci Powiedzieć - Justyna Sznajder

Tego Nie Mogę Ci Powiedzieć - Justyna Sznajder

Zauważyłam, że ostatnio dosyć popularne (nawet wśród dorosłych czytelników) stały się książki young adult. Co więcej, są to pozycje polskich autorów, z czego jestem bardzo zadowolona. Chcąc wrócić do swoich młodzieńczych lat, gdy te pierwsze miłości mi się jeszcze w literaturze nie przejadły, postanowiłam chwycić za „Tego nie mogę Ci powiedzieć”.

Wydawnictwo: Kobiece Young

Autor: Justyna Sznajder

Tytuł oryginału: Tego nie mogę Ci powiedzieć

Data wydania: 16 czerwca 2021 r.

Liczba stron: 280

Kategoria: literatura młodzieżowa

Karolina i Kuba poznali się przez internet. On ma problemy rodzinne, o czym zawsze mówi otwarcie i szczerze, ona ma swoje własne kłopoty, o których nie chce nikomu mówić. Oboje pochodzą z różnych środowisk, to jednak nie przeszkadza, żeby zrodziło się między nimi uczucie. Czy dopiero co rozpalone zakochanie zdoła przetrwać sekrety i to, czego dziewczyna nie może powiedzieć chłopakowi?

Po pierwsze: nie jestem docelowym odbiorcą tej historii. Po drugie: okładka odrobinę mnie okłamała. Patrząc na tę grafikę miałam nadzieję, że w środku znajdę klasyczną opowieść internetowej miłości, gdzie momentem kulminacyjnym jest spotkanie dwojga młodych ludzi, podczas którego wszystko wychodzi na jaw. No niestety… Tutaj sprawa ma się odrobinę inaczej.

Nie chcę mówić spojlerowo, ale mniej więcej po przeczytaniu ćwierci książki poznajemy sekret skrywany przez Karolinę. Mnie to popsuło zabawę, wolałabym stopniowo odkrywać tę tajemnicę, a tutaj wszystkie karty od razu lądują na stole. Około połowy powieści chłopak poznaje prawdę, więc jeśli chodzi o dopasowanie tytułu do treści, to tutaj ono się kończy. W następnej połowie książki lawirujemy pomiędzy wydarzeniami rodzinnymi obojga głównych bohaterów (co według mnie jest najlepszą częścią), aby na końcu dotrzeć do momentu, w którym Karolina wyznaje Kubie jak doszło do tej sytuacji, o której wcześniej nie mogła mu powiedzieć. Tak mniej więcej wygląda główny zarys książki, a do niego należy dodać to, co najważniejsze – emocje.

„Tego nie mogę Ci powiedzieć” poza osią fabularną mówi przede wszystkim nie o miłości, ale o problemach, z jakimi muszą mierzyć się młodzi ludzie. Przemoc w rodzinie, rozwód rodziców, brak samoakceptacji, niepełnosprawność, depresja… - to tylko pierwsze z brzegu przykłady, gdyby przeanalizować tę książkę dokładnie, można by znaleźć znacznie większą liczbę poruszanych tematów. Nie oznacza to, że autorka chciała upchnąć w tej krótkiej powieści jak najwięcej, bez żadnej argumentacji. Wręcz przeciwnie, każdy poruszony problem łączy się z poprzednim, wynika z niego lub go uzasadnia. Myślę, że Justyna Sznajder pokazała z idealną dokładnością to, co dzieje się w głowie i sercu młodego człowieka.

Być może ta książka nie jest dla każdego, mnie rozczarowała, bo oczekiwałam czegoś innego, ale to raczej niedopatrzenie z mojej strony. Uważam, że książka spodoba się grupie, do której jest kierowana – nastolatkom i młodym dorosłym, dlatego im szczególnie polecam tę pozycję.

Moja ocena: 5/10

Recenzja powstała przy współpracy w portalem DużeKa.



Czytelnicze Podsumowanie Sierpnia według Atramentowej Przystani

Czytelnicze Podsumowanie Sierpnia według Atramentowej Przystani


Udało mi się przeczytać 6 książek:

  1. Tego Nie Mogę Ci Powiedzieć - Justyna Sznajder (274 stron) 5/10
  2. Bezgwiezdne Morze - Erin Morgenstern (606 stron) 10/10
  3. Czerwony Lotos - Arkady Saulski (-) -/10
  4. Magia Porwania - Magdalena Madoń (197 stron) 3/10
  5. Tylko Żywi Mogą Umrzeć - D.B. Foryś (audiobook) 7/10
  6. Lalani z Dalekich Mórz - Erin Entrada Kelly (370 stron) 8/10

Na blogu ukazały się wpisy takie jak:

  1. Pamiętnik Księgarza - Shaun Bythel (link)
  2. Zaplanuj Sobie Śmierć - Milena Wójtowicz (link)
  3. Susza - Neal Shusterman, Jarrod Shusterman (link)
  4. Jak Powstała Bomba Atomowa - Richard Rhodes (link)
  5. Pisanie to Bardzo Bolesna Przyjemność (link)
  6. Opowieść Podręcznej. Powieść Graficzna - Margaret Atwood (link)

Mój TBR na wrzesień:

Tym razem nie robię żadnego TBR-u. 

Przypominam, że możecie zaobserwować mnie na Facebooku i Instagramie, gdzie wrzucam książkowe zdjęcia i na bieżąco pokazuję, jakie nowe książki do mnie dotarły. 

Pochwalcie się koniecznie swoimi wynikami i TBR-ami w komentarzach! ❤

Opowieść Podręcznej. Powieść Graficzna - Margaret Atwood

Opowieść Podręcznej. Powieść Graficzna - Margaret Atwood

Po przeczytaniu „Roku Próby” (recenzja), który nazwany został młodzieżową odsłoną „Opowieści Podręcznej” postanowiłam, że jeśli tylko znajdzie się okazja, sięgnę również po tę książkę. Najpierw jednak w ręce wpadła mi niedawno wydana wersja graficzna tego tytułu, uznałam, że to dobrze, bo poznam łagodniejszą postać przed zabraniem się za oryginał.

Wydawnictwo: Jaguar

Autor: Margaret Atwood

Ilustracje: Renee Nault

Polski tytuł: Opowieść Podręcznej. Powieść graficzna

Tytuł oryginału: The Handmaid’s Tale: The Graphic Novel

Data wydania: 14 kwietnia 2021 r.

Liczba stron: 240

Kategoria: powieść graficzna, literatura piękna

Nie będę tutaj mówić o fabule z trzech powodów: po pierwsze jest to znana książka, więc większość zainteresowanych osób na pewno zna zarys wydarzeń, po drugie myślę, że poznając jedynie wersję graficzną mocno okroiłam sobie akcję, a po trzecie – nie będę oceniała fabuły książki, ale jej wydanie. Dla chętnych zostawię tutaj link do strony tej książki na Lubimy Czytać: „Opowieść Podręcznej. Powieść Graficzna”.

Nie będę kłamać – nie podobała mi się ta książka. Rozumiem zamysł autorki, wiem też, że powieść graficzna nie oddaje całokształtu oryginału, ale do mnie nie przemówiło nic zawartego w treści. Wiem, że gdybym czytała całość, to zapewne fabuła, wykreowany świat, główna bohaterka i pewnie jeszcze wiele innych aspektów, spodobałyby mi się bardziej. Najgorsze jest w tym wszystkim jednak to, że wersja graficzna zupełnie nie zachęciła mnie do poznania powieści Margaret Atwood, co powinna jednak zrobić. Mam wrażenie, że najważniejsze fakty już znam i nie czuję potrzeby zgłębiania wiedzy w tym zakresie. To tak, jakbym przeczytała streszczenie lektury, bo na następny dzień była kartkówka.

Jeśli chodzi o kreskę, to nie wiem czemu, ale spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż dostałam, dlatego czułam rozczarowanie. Nie chodzi o to, że są źle zrobione, bo doskonale ukazują dane sceny i oddają emocje bohaterów. Po prostu nie było to to, czego oczekiwałam.

Gdybym mogła cofnąć czas z pewnością najpierw sięgnęłabym po wersję podstawową, dopiero później, dla ewentualnego dopełnienia, zajrzałabym do „komiksu”. Być może w jakiś sposób byłam uprzedzona, bo od momentu zamówienia książki były z nią same problemy, a później okazało się, że nie było warto… Cóż… Czy kiedyś wrócę do tej historii? Nie wiem, pewnie kiedyś, gdy już zapomnę zarysu fabularnego na tyle, żeby poznać ją praktycznie na nowo będzie to możliwe. Na razie dam sobie jednak odpocząć.

Moja ocena: 4/10

 

Pisanie to Bardzo Bolesna Przyjemność. Listy 1951-1967 - Zbigniew Herbert, Henryk Święcicki

Pisanie to Bardzo Bolesna Przyjemność. Listy 1951-1967 - Zbigniew Herbert, Henryk Święcicki

Korespondencja znanych, polskich pisarzy i poetów to dla mnie nieopisana gratka. Przeczytałam już kilka takich tytułów i z każdego czerpię niesamowitą przyjemność. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłam propozycję zrecenzowania książki „Pisanie to Bardzo Bolesna Przyjemność”, to aż przebierałam nóżkami z radości.

Wydawnictwo: Znak

Autor: Zbigniew Herbert, Henryk Święcicki

Tytuł oryginału: Pisanie to bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-1967

Data wydania: 10 maja 2021 r.

Liczba stron: 178

Kategoria: listy

Zbigniew Herbert (1924-1998) – poeta i dramaturg, autor esejów i opowiadań, twórca cyklu poetyckiego Pan Cogito. Jeden z najważniejszych poetów XX wieku.

Henryk Święcicki (1926-1985) – dziennikarz i malarz, redaktor naczelny pisma „Warmia i Mazury”, później również „Panoramy Pólnocy” i „Przyjaźni”. Jego prace malarskie zdobyły uznanie zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Charakterystyka pochodzi z tylnej okładki

O ile twórczość Herberta jest mi znana, tak o Henryku Święcickim nie wiedziałam kompletnie nic, dlatego zanim zaczęłam swoją przygodę z tą książką, postanowiłam poszukać odrobinę więcej informacji o samym artyście oraz o jego związku z autorem Pana Cogito. Przyznam, że niewiele dało się znaleźć, dlatego przystąpiłam do czytania książki i… Z niej też niewiele się dowiedziałam. To znaczy oczywiście, dostajemy ogólny zarys postaci, historię znajomości, ale jak dla mnie było tego odrobinę za mało. Ja wiem, że to nie jest przecież biografia artysty, ale właśnie uświadomiłam sobie, że taką biografię Wydawnictwo powinno do tej książki dołączyć, tylko odrobinę dłuższą niż te kilka początkowych stron – z chęcią bym przeczytała.

Jeśli mam być szczera, to nie bardzo widzę sens w wydaniu tej książki. Rozumiem, że jest to swego rodzaju dobro kulturowe i być może patrzę przez pryzmat tego, że nie znam losów jednego z dwóch „głównych bohaterów”, ale książka jest zdecydowanie niesatysfakcjonująca. Po kilku już podobnych lekturach, które od razu zajęły sobie wygodne miejsce w moim sercu, ta wypada blado. Listów jest niewiele, bo zaledwie 61, w tym 51 Herberta do Święcickiego, co nie może nam dać pełnego obrazu znajomości. Z całej objętości książki (około 160 stron) można odjąć 20 początkowych stron wstępu, czyli małej charakterystyki artystów i 20 ostatnich stron, gdzie zostały dołączone m.in. wiersze Herberta. Na pozostałych 120 stronach otrzymujemy to, po co tutaj jesteśmy – listy i ich skany, fotografie czy chociażby kopie obrazów namalowanych przez Święcickiego.

To nie tak, że książka mi się nie podobała, uważam ją za wartościową pozycję. Przede wszystkim dobrze poznać świat polskiej literatury od środka, ale czuję niedosyt. Dla mnie było czegoś za mało. Wcześniej czytałam korespondencję pomiędzy kobietą a mężczyzną, tutaj mamy dwóch panów i zupełnie inną energię. Nie ma tego elektryzującego napięcia, owszem. Ale zupełnie go tutaj nie oczekiwałam. Myślę, że brakuje mi właśnie możliwości poznania tej relacji z obu stron, o czym pisałam wcześniej.

Nie będę Wam odradzać tej lektury, bo myślę że można z niej coś wynieść, ja również znalazłam w niej coś dla siebie. Ale nie oczekujcie cudów,  to nie jest wybitna pozycja. Myślę, że najwięcej przyjemności będą mieć z niej fani twórczości artystów, więc szczególnie polecam ją właśnie im.  

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała przy współpracy z portalem DużeKa.



Jak Powstała Bomba Atomowa - Richard Rhodes

Jak Powstała Bomba Atomowa - Richard Rhodes

Przyznam szczerze, że na co dzień nie czytam książek o tematyce naukowej. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Marginesy miałam jednak okazję zapoznać się bliżej z pozycją „Jak powstała bomba atomowa” autorstwa Richarda Rhodesa. I muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona tą lekturą.

Wydawnictwo: Marginesy

Autor: Richard Rhodes

Tłumacz: Piotr Amsterdamski

Polski tytuł: Jak Powstała Bomba Atomowa

Tytuł oryginału: The Making of Atomic Bomb

Data wydania: 14 kwietnia 2021 r.

Liczba stron: 896

Kategoria: literatura naukowa

Mamy do czynienia z wznowieniem książki wydanej po raz pierwszy w 2000 roku (w języku polskim), do niedawna bardzo trudno dostępnej. Jak sam tytuł wskazuje, opowiada ona o kulisach budowy śmiercionośnej broni nuklearnej (słynny „Projekt Manhattan”), ale w trakcie lektury mamy okazję poznać znacznie szerszy kontekst wydarzeń, które doprowadziły do powstania bomby atomowej. Śledzimy losy najwybitniejszych umysłów z dziedziny fizyki i chemii pierwszej połowy XX wieku – między innymi Nielsa Bohra,  Wernera Heisenberga, Ernesta Rutherforda, Roberta Oppenheimera i wielu, wielu innych. Pojawia się też „polski wątek” w osobie Marii Skłodowskiej-Curie. Zdaję sobie sprawę z faktu, że dla wielu osób niezainteresowanych na co dzień naukami ścisłymi (w tym dla mnie), część z tych nazwisk może wydawać się anonimowa. Jednak sposób ich ukazania przez autora, przedstawienie wybitnych naukowców przede wszystkim jako bohaterów z krwi i kości sprawia, że niniejsza lektura jest niezwykle wciągająca. Mamy okazje poznać dylematy genialnych fizyków związane z prowadzonymi przez nich badaniami oraz ich możliwymi skutkami. A tragiczne konsekwencje powstania bomby atomowej i jej użycia pod koniec II Wojny Światowej doskonale znamy z lekcji historii.

Bohaterami książki Richarda Rhodesa nie są jednak wyłącznie ludzie. Autor poświęca też sporo miejsca zagadnieniom stricte naukowym.  Możemy dowiedzieć się, w jaki sposób badacze dochodzili do obecnego stanu wiedzy o budowie atomu, promieniotwórczości i zdobyć wiedzę o wielu innych zagadnieniach. Poznajemy kolejne teorie i przeprowadzane doświadczenia, co pozwala nam lepiej zrozumieć prezentowane w dalszej części książki treści. Lektura tych fragmentów wymaga od czytelnika sporej uwagi, co dla niektórych może być wadą. Nie jest to pozycja, przy której można się „zrelaksować” w typowym tego słowa znaczeniu. Zaznaczam jednak, że mówię to z perspektywy osoby niekoniecznie zainteresowanej fizyką. Natomiast pasjonaci nauk ścisłych z pewnością będą zachwyceni. Pomimo kłopotów ze zrozumieniem niektórych treści (Uwierzcie mi – świat atomów bywa tak abstrakcyjny, że nie powstydziłby się tego dobry autor fantasy!), z chęcią kontynuowałam lekturę.

Rhodes nie stroni też od wątków politycznych i historycznych. Nie są to moje ulubione dziedziny życia, jednak rozumiem intencje autora i jego dążenie do jak najuczciwszego i obiektywnego przedstawienia opisywanych wydarzeń. Mamy tu choćby historię gazów bojowych używanych w trakcie I Wojny Światowej, czy też opis narodzin antysemityzmu w Europie. Z pozoru niezwiązane ze sobą wątki nabierają jednak sensu wraz z postępem lektury. Nawet jeśli przytłacza nas ogrom informacji, nie warto się zniechęcać.

Podsumowując – jeśli jesteś miłośnikiem fizyki, chemii lub historii z naciskiem na okres wielkich wojen XX wieku, bez wahania mogę polecić Ci książkę „Jak powstała bomba atomowa”. Będzie ona dla Ciebie niczym dobra powieść sensacyjna. Natomiast osoby o innych zainteresowaniach, choć mogą być chwilami znużone lekturą, to może być to dla nich dobra okazja do poszerzenia horyzontów i zdobycia wiedzy z różnych interesujących dziedzin nauki.

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała przy współpracy z portalem DużeKa.



Susza - Neal Shusterman, Jarrod Shusterman

Susza - Neal Shusterman, Jarrod Shusterman

Zmiany klimatu stają się coraz bardziej poważne. O ile jeszcze kilka lat temu można było ich nie zauważać, tak teraz widać je gołym okiem. Gwałtowne zmiany pogody, susze, powodzie, trąby powietrzne… To wszystko nie jest przypadkowe, człowiek doprowadza naturę do ostatecznych rozwiązań. A co, jeśli z kranów przestanie płynąć woda?

Wydawnictwo: YA!

Autor: Neal Shusterman, Jarrod Shusterman

Tłumacz: Jacek Konieczny

Polski tytuł: Susza

Tytuł oryginału: Dry

Data wydania: 11 sierpnia 2021 r.

Liczba stron: 413

Kategoria: dystopia, literatura młodzieżowa

Alyssa wraz ze swoimi rodzicami i bratem Garrettem mieszka w Kalifornii. Pewnego zwyczajnego poranka z kranu przestaje płynąć woda – jest to skutek najdotkliwszej w historii suszy. Już wcześniej zakazano napełniania basenów wodą, następnie podlewania ogródków, nikt jednak nie sądził, że sytuacja okaże się tak poważna… Następny tydzień ma się okazać najtrudniejszym tygodniem w życiu Alyssy, Garretta i chłopaka z sąsiedztwa, Keltona. Jak samemu przetrwać, gdy wokół są tysiące wodnych zombie? I czy można przy tym nie zatracić swojego człowieczeństwa?

Z niecierpliwością wyczekiwałam polskiej premiery tej książki, czytałam wiele zagranicznych opinii na jej temat i nie mogłam się doczekać, kiedy nareszcie ukaże się u nas. Byłam nawet gotowa przeczytać ją w oryginale, zanim dowiedziałam się o planowanej polskiej wersji. Niezmiernie się ucieszyłam, gdy mogłam nareszcie wziąć ją do ręki! I to przedpremierowo! I wiecie co? Wcale się nie zawiodłam.

Szczerze mówiąc umknął mi fakt, że jest to młodzieżówka, co zupełnie mnie nie zraziło, a nawet stwierdzam, że to nawet lepiej. Potrzebowałam w tym momencie właśnie takiej książki, która jest gdzieś na pograniczu – sam wiek i podejście do tematu bohaterów są bardzo mocno młodzieżowe, natomiast problem poruszany w książce jest poważny.  Tym bardziej, że nie jest do końca fikcyjny, kiedyś z kranów naprawdę może przestać płynąć woda, a my zostaniemy postawieni w tej samej sytuacji co Alyssa, Garrett i Kelton.

Jeśli miałabym się do czegoś doczepić, to jedynie do tego, że cały świat zaczyna się walić dokładnie w momencie zamknięcia zaworu z wodą. Tego dnia szkoły zostają zamknięte – okey, to może się zdarzyć, ale nikt dorosły nie idzie również do pracy, to już jest odrobinę dziwne. Trójka młodych ludzi próbuje przetrwać, i jak to zwykle w takich książkach bywa, wszystko przychodzi im z łatwością. Ale to przecież młodzieżówka i tak powinno właśnie być. Podoba mi się, że główni bohaterowie nie są ukazani nagle jako ponadprzeciętnie uzdolnieni, którzy jako jedyni mogą uratować świat. Nie, w tej książce bohaterowie po prostu starają się znaleźć wodę i przeżyć. Czy to już samo w sobie nie oznacza ratowania świata?

Bohaterowie według mnie zostali fantastycznie wykreowani, niczego im nie brakuję. Nie bardzo lubię, gdy akcja widziana jest oczyma różnych postaci, jednak tutaj to zagrało idealnie. Cudownie było poznać myśli każdego z osobna, zobaczyć, że taka sytuacja może działać na nas w różny sposób, bo przecież każdy z nas jest inny i nic w tym złego. Równie bardzo podobało mi się to, że autorzy pokazali jakich czynów można dokonać walcząc o przetrwanie i jak trudno sobie później radzić z własnym sumieniem.

Zakończenie tej książki wycisnęło ze mnie mnóstwo łez. Nie chodzi mi o sam wątek „miłosny”, którego chyba nie można dokładnie tak nazwać, a raczej o samo rozwiązanie różnych wątków na ostatnich 15 stronach. Zostałam w pełni usatysfakcjonowana tą krótką, pełną akcji pozycją. Czytajcie „Suszę” i uczcie się na błędach innych, żeby to samo nie dotknęło nas za kilka lat.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała przy współpracy z portalem PapieroweMotyle.



Zaplanuj Sobie Śmierć - Milena Wójtowicz

Zaplanuj Sobie Śmierć - Milena Wójtowicz

Każdy czytelnik ma swój ulubiony gatunek książkowy, czasem jest ich nawet kilka. U mnie zazwyczaj króluje fantastyka, ale gdy tak jak teraz przychodzą cieplejsze dni, często mam ochotę na coś lżejszego. Latem często sięgam więc po komedie kryminalne. Gatunek ten odkryłam dopiero po skończeniu szkoły średniej, ale od razu przypadł mi do gustu. Od tego czasu zdążyłam przeczytać kilkanaście pozycji z tej kategorii. Jak zatem wypada na tym tle „Zaplanuj Sobie Śmierć” Mileny Wójtowicz?

Wydawnictwo: W.A.B.

Autor: Milena Wójtowicz

Tytuł oryginału: Zaplanuj Sobie Śmierć

Data wydania: 2 czerwca 2021 r.

Liczba stron: 336

Kategoria: komedia kryminalna

Z komedią kryminalną bywa różnie, raz trafi w stu procentach w nasz gust, a w innym przypadku sprawi jedynie, że będziemy zniesmaczeni. Zagadki kryminalne nie są zwykle jakoś szczególnie skomplikowane – w tym gatunku chodzi przede wszystkim o humor, a jak wiadomo, każdego z nas śmieszy zupełnie coś innego. Muszę przyznać, że autorka miała niesamowitą konkurencję, bo poprzednia komedia kryminalna jaką czytałam bawiła mnie do łez niemal od pierwszej strony.

Poniedziałek szesnastego zawsze następuje po piątku trzynastego, a jeśli w rzeczony piątek ktoś został zamordowany w miejscu pracy, to powrót po weekendzie może być dla niektórych pracowników najgorszym możliwym przeżyciem. Czy chodzi o stres, nerwy, smutek i żal po odejściu znajomego z pracy? Ależ gdzie tam! Produkcja stoi, kontrahenci dopytują, w dodatku nie ma szefa. Za to jest policja i całe mnóstwo sekretów. A tuż obok tego płynnie wplecione zostały wątki osobiste (moje ulubione!).

„Zaplanuj sobie śmierć” to przede wszystkim dobrze napisana książka. Patrząc jedynie na styl autorki, uważam, że to naprawdę dobra robota. Fakt faktem – Milena Wójtowicz ma już na swoim koncie kilka książek, więc doświadczenie w pisaniu ma, jednak jeśli się nie mylę, to jest to jej pierwsza komedia kryminalna. I jeśli oceniać tę książkę jako debiut gatunkowy, to jest ona świetna, ale jeżeli brać pod uwagę to, jak wiele takich pozycji jest już za mną, to mogę powiedzieć jedynie, że jest to pozycja więcej niż dobra.

Lubię, gdy autorzy tego typu książek nie hamują się z żartami. Tutaj miałam wrażenie, że pani Milena odrobinę się powstrzymuje, żeby coś nie poszło w złą stronę, a jednak z kilku momentów można było wycisnąć więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że udało mi się zaśmiać w głos w niektórych momentach, jednakże nie popłakałam się ze śmiechu, jak to już nieraz bywało. Autorka ostrożnie podchodziła do czarnego dowcipu, co wydaje się być zrozumiałe, jak na pierwszy raz. Zresztą… Każdy ma inne poczucie humoru, więc komuś mogłoby się podobać to wszystko jeszcze bardziej niż mnie. Książka jest przyjemnie napisana, poczucie humoru autorki koniec końców wpasowało się w mój gust. Tutaj farsa goni farsę! I wiecie, co lubię najbardziej? To, że w mojej wyobraźni niektóre sceny przedstawiały się jako grane na scenie teatralnej. Uwielbiam, gdy tak się dzieje, bo wtedy mam poczucie nieco większej realności i wiem, że już bardziej w książkę wejść nie mogę.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to są to bohaterowie. Moim zdaniem odrobinę ich za dużo i są mało wyraziści. Na dobrą sprawę zapamiętałam może dwie, trzy postacie (i tylko jedna z nich jest pierwszoplanowa!), a było ich znacznie więcej. Być może coś przeoczyłam, ale wydaje mi się, że bohaterom brakowało charakteru i cech szczególnych, które pomogłyby mi ich rozróżnić.

Sama fabuła jak najbardziej mi się podobała. Farsa, jaka rozegrała się w tej firmie po dokonaniu odkrycia zwłok była nakreślona po mistrzowsku. Tylko… Czym tak dokładnie zajmowała się ta spółka? Do teraz nie mam zielonego pojęcia. Ale to nie jest ważne dla wydarzeń, więc przymykam na to oko. Bardzo podobało mi się to, że autorka niezależnie, czy taki był jej zamysł, czy też nie, pokazała jak ludzie reagują na takie zdarzenia. To, że po pierwszym szoku przeszli do porządku dziennego zupełnie mnie nie dziwi – myślę, że stałoby się tak w większości miejsc, niezależnie czy chodzi o pracę, czy inne bliskie człowiekowi środowisko. Czy to oznacza, że nie rozbawił mnie moment, w którym dla pozostających przy życiu pracowników ważniejsze jest terminowe dostarczenie produktów niż zachowanie miejsca zbrodni w stanie nienaruszonym? Absolutnie! Właśnie w tym momencie według mnie zaczyna się najlepsza część tej książki (i trwa aż do samego końca).

Poza małymi mankamentami, książka naprawdę przypadła mi do gustu. Świetnie sprawdzi się jako lekka, wakacyjna lektura na raz. Szczególnie poleciłabym ją kobietom, ponieważ wątek „okołomiłosny” gra odrobinę na emocjach, ale nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby po „Zaplanuj sobie śmierć” sięgnęli również panowie. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ta książka sprawdzi się idealnie. Szybka, niezobowiązująca lektura na upalne chwile.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała przy współpracy z portalami: DużeKa i Secretum.

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger