[61] Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury - Philip Pullman

[61] Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury - Philip Pullman


„50 na nowo opracowanych baśni o zaklętych księżniczkach, odważnych dzieciach, nikczemnych królach i niewiernych żonach. Jeden mały krok dzieli Cię od wyjścia z bezpiecznej codzienności. Nie zwlekaj dłużej i poddaj się magii opowieści…” – taki opis na odwrocie książki skusił mnie na tyle, żeby kupić swój własny egzemplarz.


Wydawnictwo: Albatros
Autor: Philip Pullman
Polski tytuł: Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury
Tytuł oryginału: Grimm Tales for young and old
Data wydania: 2015 r.
Liczba stron: 464
Kategoria: baśnie, legendy, podania
Moja ocena: 5/10

„Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury” rozpoczyna mały wstęp. O tym skąd wzięły się baśnie, dlaczego bracia Grimm zaczęli je tworzyć oraz czemu autor – Philip Pullman – zdecydował się wydać tę oto książkę. Mamy też kilka słów o częściach składowych baśni i o tym, czym wyróżniają się spośród tekstów innych autorów. Jest to fajna „wkładka”, ale zupełnie nic nie wnosząca do treści, a tym bardziej do naszego życia, jeśli nie piszemy pracy magisterskiej, albo nie jesteśmy pasjonatami genezy literatury.

Książka przybliża nam 50 baśni - mniej lub bardziej znanych. Kilka z opowiadań czytałam po raz pierwszy w życiu, więc stawiam duży plus za niejaką naukę płynącą z lektury. Zdarzało się, że niektóre z baśni, w oryginale, ciągną się niemiłosiernie, dużo bardziej niż w wydaniu jakie ja znałam od dzieciństwa. Tak było z opowieścią „Rybak i jego żona” – zanim dotarliśmy do finału, zdążyłam znudzić się pięć razy.

Zdecydowanie pozytywnie oceniam przypisy autora na końcu każdej baśni. Pisarz wyszczególnia: typ baśni (który laikowi również nic nie mówi, ale osoby zainteresowane tematem na pewno mogą z tego skorzystać), źródło baśni oraz podobne baśnie. Później Philip Pullman dodaje również kilka słów od siebie. Pisze między innymi o ciekawostkach związanych na przykład z tłumaczeniem, lub o tym, w jaki sposób opowieść trafiła do braci Grimm.

Książka niestety, mimo wielu ciekawostek, rozczarowała mnie bardziej niż mogłam się tego spodziewać. Baśnie nie były wcale tak krwawe i okrutne, jak „powinny” być. Poza kilkoma wyjątkami, w których ktoś umierał lub został pozbawiony jakiejś części ciała, nie widziałam żadnego przeciwwskazania, aby tej książki nie czytać dzieciom (oczywiście omijając niektóre, wyżej wspomniane, niedostosowane do wieku fragmenty). Osobiście słyszałam o wielu wersjach niektórych opowiadań, które wydawały mi się bardziej brutalne i właśnie tego się spodziewałam. Niestety otrzymałam coś zupełnie innego. Książkę może spokojnie czytać 12 – latek.

Podsumowując – „Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cezury” nie są tak zupełnie „bez cenzury”, lub to ja słyszałam zbyt wiele ubarwionych opowieści. Książka jest ciekawa z punktu widzenia powstawania i ewolucji baśni na przestrzeni lat, ale jeśli szukaliście tego co ja, to wydaje się przereklamowana. Niemniej jednak nie żałuję lektury, bo pozwoliła mi poznać kilka nowych światów i bohaterów.

[60] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w marcu [#5]

[60] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w marcu [#5]



Kolejna odsłona wpisów tematycznych, czyli ciekawe informacje, które znalazłam w sieci. Tym razem na tapet wzięłam miesiąc marzec. Dla przypomnienia: pod numerem pierwszym znajduje się recenzja, w kolejnych dwóch punktach posty okołoksiążkowe, pod czwórką opis nowości z danego miesiąca, którą posiadam lub chciałabym posiadać, a w ostatnim podpunkcie przytoczę post niezwiązany lub luźno związany z literaturą. Zapraszam serdecznie do dalszej części.

1. Kocie Czytanie z recenzją „Kryształowych Motyli” Katarzyny Misiołek

Z Agnieszką – autorką bloga – mamy zupełnie różne gusta czytelnicze, jednak odwiedzam ją od czasu do czasu, żeby poznać także tę część literatury, za którą mniej przepadam. Tym razem zdarzyło się tak, że recenzja ujęła mnie całkowicie, dlatego pragnęłam ją tu przytoczyć. „Kryształowe Motyle to bardzo emocjonalna, poruszająca a chwilami odbierająca dech ze wzruszenia historia matek, które przeżywają żałobę po najbardziej bolesnej stracie, którą możemy sobie wyobrazić. Pani Katarzyna Misiałek w bardzo prawdziwy, a przez to jeszcze mocniej odczuwalny dla nas czytelników sposób ukazała niszczącą siłę bólu i rozpaczy po tak traumatycznym przeżyciu nie tylko na same matki zmarłych dzieci, ale także na ich rodziny i najbliższe otoczenie.” – to i o wiele więcej o „Kryształowych Motylach” możemy przeczytać na blogu Kocie Czytanie.

2. Kulturalna-arena.pl o tym jak nie promować książek w sieci

Autorka tekstu słusznie zauważa jak wiele niepotrzebnych, zbędnych treści wrzucają blogerzy książkowi na swoje social media. Nierzadko z takiej chęci promowania literatury wychodzą sytuacje wręcz odwrotne, czyli całkowite obrzydzenie daną pozycją, wydawnictwem. Najbardziej zgadzam się z podpunktem o spamowaniu i robieniu z siebie słupa ogłoszeniowego: „Filtruj treści, które zamieszczasz na swoich kontach w mediach społecznościowych. Lepiej udostępnić jedną-dwie wartościowe informacje na temat danego tytułu, niż co pięć minut udostępniać posty, które dla potencjalnego odbiorcy nie mają większego znaczenia.”.

3. Bonda roztopiła Mroza, Mróz chwycił Bondę, czyli o gorącym związku dwójki pisarzy

Nie jestem portalem plotkarskim, ale ta informacja wstrząsnęła całym światem książkowym. Jedni z najbardziej znanych polskich pisarzy zaczęli wspólnie iść przez życie. Mimo, że nie zaliczam się do ich wielkich fanów (ale zarówno nie jestem przeciwnikiem ich twórczości), gorąco im kibicuję, bo moim zdaniem tworzą ładną i zgraną parę. I tak jak Remigiusz napisał w swoim popularnym poście – ja również widziałam więcej niż oni sami! <3

4. „Zbrodnia i Karaś” – Aleksandra Rumin

Na terenie kampusu Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie dwie sprzątaczki znajdują ciało Ernesta Karasia, znienawidzonego przez współpracowników i studentów profesora. Gdy wykładowca wydawał ostatnie tchnienie, w budynku Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych przebywało tylko dziesięć osób: czy którejś z nich mogło zależeć na usunięciu Karasia? A może po prostu doszło do nieszczęśliwego wypadku? Tak byłoby lepiej dla wszystkich zainteresowanych i samej uczelni, bo skandal mógłby zniszczyć jej i tak nienajlepszą opinię...
„Zbrodnia i Karaś” Aleksandry Rumin to brawurowo napisana, pełna absurdalnego humoru powieść, która łączy elementu kryminału z satyrą na środowisko uniwersyteckie. Zawrotne tempo, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności i galeria bohaterów – z kotem Stefanem na czele – sprawiają, że nie można się od niej oderwać. Barwne perypetie wsysają niczym błoto na drodze do budynków UKSW przy ulicy Wóycickiego w roku 2006.

5. Kawerna.pl z informacją o plakatach do nowej produkcji Disneya

Muszę przyznać, że plakaty do Aladyna wyszły bosko! Nie mówię tego tylko dlatego, że jestem szaloną fanką Disneya… nie… wcale nie… :D Jestem bardzo ciekawa Naomi Scott w roli Jasminy. Ale nawet jeśli miałoby coś pójść nie tak, to całość uratuje Will Smith jako Aladyn. „Świat zobaczy film 22 maja, z kolei w polskich kinach zagości on dwa dni później.” – przypomina portal Kawerna.pl.


To tyle na ten miesiąc. Nadrobiłam wszelkie zaległości, więc teraz możecie cierpliwie czekać na post o ciekawostkach z kwietnia. Dziękuję za uwagę i zapraszam do innych moich wpisów :) 
[59] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w styczniu i lutym [#4]

[59] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w styczniu i lutym [#4]



Wracam z kolejnym wydaniem cyklu „Wyhaczone…”. Tym razem przygotowałam zestawienie dwóch miesięcy, żeby jak najszybciej nadrobić miniony czas, w którym byłam nieobecna. Postu na temat marca możecie się spodziewać w najbliższym czasie, teraz jednak chcę Wam przedstawić ciekawe wpisy ze stycznia i lutego.

Dla przypomnienia: w tym miejscu prezentuję posty z innych stron i blogów, które wydały mi się interesujące w minionym miesiącu. Jedna recenzja, dwa posty okołoksiążkowe i opis nowości z danego miesiąca, którą posiadam lub chciałabym posiadać, oraz post niezwiązany lub luźno związany z literaturą.

Styczeń

1. Monime.pl i recenzja pierwszego tomu „Blame”

Autorka bloga przybliża nam w swoich postach książki, komiksy, w bardzo specyficzny sposób. Całość wygląda naprawdę dobrze, a przede wszystkim interesująco. Opis jest dokładny, kompletny, Moni pamięta o wszystkim pisząc recenzje. O „Blame” napisała tak: „Pięknie wydana, wymagająca w odbiorze, ze specyficzną, naprawdę piękną kreską []. Polecam szczególnie dla fanów post-apokaliptycznych czy cyber-punkowych klimatów.” - i zdecydowanie przekonała mnie całością opinii.

 2. PAP – Nauka w Polsce, Beata Kołodziej z wieściami o replice robota z Gwiezdnych Wojen

Studentka krakowskiego AGH zbudowała replikę robota z Gwiezdnych Wojen, a konkretnie BB-8. Ciekawym jest, że model powstał dzięki drukarce 3D w proporcjach 1:1. „Każdy element montażowy mechanizmu został zaprojektowany oraz wydrukowany. Całość połączono dzięki użyciu prętów gwintowanych. Na wydruk 3D wszystkich części użytych w projekcie poświęcono ok. 12 kg filamentu.”.

 3. A to ci wynalazek o najciekawszych książkach zeszłego roku

W tym poście można poznać upodobania autorki bloga. Przedstawionych zostało kilka ciekawych tytułów, na które naprawdę warto zwrócić uwagę. „2018 rok był niezłym pod względem czytelniczym. Mało było książek złych lub takich, które mnie zawiodły, a trafiło się kilka perełek i właśnie o nich dzisiaj napiszę.” – tak swój post rozpoczyna autorka bloga „A to ci wynalazek”.

  4. Naomi Novik – Moc srebra

Naomi Novik zaprasza do świata tajemnych mocy, bogactwa i panicznego strachu!
Mirjem, doprowadzona do ostateczności chorobą matki, postanawia przejąć nieudolnie prowadzony przez ojca rodzinny interes. Stanowcza i zimna jak lód, skutecznie egzekwuje wszelkie należności od pożyczkobiorców. A kiedy dziadek przekazuje jej pięć kopiejek w srebrze, Mirjem oddaje mu dług w złocie. W okolicy rozchodzi się wieść o młodej lichwiarce, która potrafi zamieniać srebro w złoto. Dla Mirjem jednak ta sława okazuje się przekleństwem. Zaczyna się bowiem nią interesować król Starzyków – obdarzonych nadnaturalnymi mocami, tajemniczych lodowatych istot, które wzbudzają trwogę wśród zwykłych śmiertelników.
Książkę dostałam tydzień temu w prezencie, więc wkrótce możecie wyczekiwać recenzji ;)

  5. Jaroslav Jindra z nietypowym, artystycznym spojrzeniem na choroby psychiczne

W tym wpisie w wyjątkowo nieszablonowy sposób ukazane zostały zaburzenia psychiczne. Niewiele można napisać w tym przypadku, to trzeba zobaczyć na własne oczy.

                                           ____________________________________________

Luty

1. Spadło mi z regała w recenzji „Morderczyni” Sarah A. Denzil

Blog o tej ciekawej, nie do końca poprawnej nazwie, prowadzi młoda dziewczyna. Wszystko utrzymane jest w bardzo estetyczny sposób, a opinie są szczere i miarodajne. „Książkę rzeczywiście pochłonęłam w ciągu kilku godzin, zupełnie zapominając o upływie czasu. Nawet jeśli akcja zwalniała tempa, to wcale nie nudziła. Wręcz przeciwnie – fabuła została tak skonstruowana, że czytelnik czuje, że lada chwila coś się wydarzy i to powoduje napięcie, które tak bardzo lubię w tym gatunku.”.

2. Niestatystyczny.pl o tym, że Ministerstwo Kultury nie lubi książek

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pokazało, że nawet w świecie książek są równi i równiejsi. Na Niestatystyczny.pl możemy przeczytać, które inicjatywy z zakresu literatury otrzymały wsparcie pieniężne, a które zostały pominięte. „Ważne festiwale literackie zostały pozbawione dofinansowania. W ramach programu Promocja czytelnictwa wyróżniono za to Ogólnopolskie Targi Wydawców Katolickich.”

3. Lubimyczytac.pl z ciekawym artykułem o Charlesie Dickensie

Czy ten znany pisarz miał za uszami więcej, niż można się spodziewać? Czy próbował wykorzystać swoje znajomości, by zamknąć swoją żonę w szpitalu psychiatrycznym, tylko dlatego, że przestała mu się podobać? „Blisko 150 lat po śmierci wielkiego angielskiego powieściopisarza wybuchł skandal związany z jego żoną i niesławnym romansem. Treść nieznanych wcześniej 98 listów udowadnia, że Dickens manipulował i nadużywał swojej pozycji, by zdyskredytować żonę.”.

4. Justin Cronin – Przejście

W tajnej bazie armii amerykańskiej w Kolorado trwają badania nad rzadkim wirusem z boliwijskiej dżungli wydłużającym życie i zwiększającym siłę fizyczną. Ubocznym skutkiem jego działania jest przemiana ludzi w wampiry, wobec których wojsko ma własne plany: nowy gatunek wydaje się doskonałą bronią biologiczną. Agent FBI Brad Wolgast otrzymuje zadanie: dostarczyć dwunastu czekających na egzekucję skazańców do eksperymentu wszczepienia wirusa.
W ostatniej fazie „Projektu Noe” wirus ma zostać podany małemu dziecku. Wolfgast zawozi do Kolorado porzuconą przez matkę sześcioletnią Amy Harper Bellafonte. W agencie budzą się wyrzuty sumienia; pomiędzy nim a dziewczynką tworzy się silna więź. Niespodziewanie zarażeni wirusem, zwani wirolami, wydostają się na wolność, zaś kraj ogarnia epidemia. Z bazy uciekają też Amy i Wolfgast. Wirole atakują i mordują wszystkich wokół siebie, w końcu opanowują całe Stany Zjednoczone. Kalifornia i Teksas ogłaszają secesję, a po użyciu broni nuklearnej państwo przestaje istnieć. Niedobitki ludzi kryją się przed wampirami w izolowanych koloniach za wysokimi murami, chronieni snopami reflektorów.
92 lata później.
U bram jednej z kolonii położonych na terenie Republiki Kalifornijskiej pojawia się tajemnicza kilkunastoletnia dziewczyna – Amy. Wspólnocie kończą się zasoby energetyczne, czeka ją zagłada. Niewielka grupka ludzi wyrusza w niebezpieczną podróż do Kolorado, gdzie prowadzono kiedyś eksperymenty biologiczne, mając nadzieję na ocalenie.

                                          ____________________________________________

Niestety w lutym mojej uwagi nie przyciągnął żaden post niezwiązany z literaturą, dlatego punkt piąty pozostaje pusty.
Dziękuję za uwagę poświęconą na to, aby dotrzeć ze mną do samego końca.

[58] Miasteczko Darkmord - Shane Hegarty

[58] Miasteczko Darkmord - Shane Hegarty


„Miasteczko Darkmord” wpadło w moje ręce podczas Świątecznych Targów Książki w Rzeszowie (link do relacji z targów). Przede wszystkim ujęło mnie wydanie – cała czarna, łącznie z obwolutą stron, gruba okładka, a na niej grafika, która wzbudza ciekawość. Czy równie interesujące okazało się wnętrze?


Wydawnictwo: Znak
Autor: Shane Hegarty
Polski tytuł: Miasteczko Darkmord
Tytuł oryginału: Darkmouth
Data wydania: 9 stycznia 2017 r.
Liczba stron: 380
Kategoria: fantasy, literatura młodzieżowa, literatura dziecięca
Moja ocena: 8/10


W tytułowym, małym miasteczku Darkmord pojawiają się potwory, a właściwie Legendy – jak są nazywane w książce. Zadziwiające, że jest to ostatnie miejsce na świecie, do którego Legendy nadal mają dostęp. Finn pochodzi z rodziny Łowców, która ma wspaniałą, chlubną przeszłość. Chłopiec również szkolony jest z myślą o walce z potworami, jednak w sercu czuje zupełnie inne powołanie.

Powieść przeznaczona jest dla młodzieży – tej raczej młodszej młodzieży. Ja jednak lubię czytać takie książki dla odprężenia, po jakichś bardziej wymagających lekturach, dzięki czemu w wieku ponad 20 lat bez wahania sięgnęłam po to czarne, tajemnicze dzieło. W pewnym momencie znalazłam kilka elementów podobnych do Władcy Pierścieni, tylko takich skierowanych do dzieci w wieku 10 – 12 lat. Ale jest to jedyne podobieństwo do innych dzieł, jakie znalazłam. Książka opowiada nową, nieznaną historię i robi to bardzo dobrze.

„Miasteczko Darkmord nie pojawia się na wielu mapach, bo niewielu ludzi chce je znaleźć. 
Nawet jeśli już na którejś zostanie zaznaczone, jego lokalizacja jest błędna. 
Leży trochę za bardzo na północ, nieco za daleko na południe, trochę zbyt na prawo albo na lewo. Trochę nie tak. 
Zawsze.”

Treść, poza oczywistym biegiem wydarzeń, pokazuje nam rozterki chłopca. Finn jest jedynym przedstawicielem kolejnego pokolenia Łowców Legend, lecz jego serce podpowiada mu inną ścieżkę zawodową. Bohater jest rozdarty między swoimi marzeniami, a sprostaniem wymaganiom postawionym przez rodziców. Książka w ten sposób przekazuje docelowym odbiorcom wartościowe treści, nie tylko bawi, ale i uczy.

Niewiele mogę powiedzieć o treści samej w sobie. Na pewno jest ciekawie. Jeśli miałabym o połowę lat mniej, to prawdopodobnie podobałaby mi się bardziej, jednak z całą pewnością się nie nudziłam. Lektura jest relaksująca - momentami jest zabawnie, bez przerwy mamy wartką akcję i krok w krok za nami ciągnie się tajemnica. Co jakiś czas pojawiają się ilustracje, co uwielbiam, więc jest to dodatkowy plus do mojej oceny. James de la Rue (ilustrator) ukazał nam niektóre Legendy, portrety przodków Finna i karty podręczników, z których uczył się główny bohater.

Dziwi mnie, jak wspaniałe i wytrzymałe wydanie posiada ta jakże mało znana książka. Zdecydowanie można chcieć zdobyć tę książkę dla samego jej wyglądu (co właśnie uczyniłam), a wnętrze (jeśli ktoś lubi takie klimaty) również nie zawiedzie. Zakończenie „Miasteczka Darkmord” zapowiada kolejną część, a jednak nie ma żadnych wieści na ten temat ze strony wydawnictwa, choć w oryginale następne książki z cyklu ukazały się już jakiś czas temu.

Polecam tę powieść wszystkim, którzy potrzebują czegoś lekkiego po ciężkim dniu pracy, czy po bardziej wymagającej lekturze, lub zwyczajnie lubiącym ten rodzaj literatury. „Miasteczko Darkmord” będzie idealnym prezentem dla chłopca w wieku około 10 – 12 lat, a efektowne czarne wydanie zachęci młodego buntownika do czytania.

[57] Krwawy Księżyc - K. C. Hiddenstorm

[57] Krwawy Księżyc - K. C. Hiddenstorm


„Krwawy Księżyc” to trzecia, ale na pewno nie ostatnia książka polskiej autorki kryjącej się pod pseudonimem K. C. Hiddenstorm. Już niedługo na rynek wejdzie nowe, ulepszone wydanie „Władczyni Mroku”, ale jestem pewna, że za jakiś czas Karina zaskoczy nas kolejną bombą wydawniczą.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Autor: K. C. Hiddenstorm
Tytuł oryginału: Krwawy Księżyc
Data wydania: 5 października 2018 r.
Liczba stron: 271
Kategoria: horror
Moja ocena: 9/10

„Krwawy Księżyc” z pewnością jest horrorem. Podczas czytania nie można oprzeć się wrażeniu, że ktoś nas obserwuje lub że czujemy obcy oddech na ramieniu. Victoria i Tom są szczęśliwym małżeństwem i oboje są cenionymi na całym świecie pisarzami. Nagle ich niezmącony spokój i sielankową miłość burzy decyzja Toma, który postanawia wydać swój pierwszy kryminał. Oboje wiedzą, że taki obrót spraw odbije im się czkawką.

"- Co się z tobą stało? Zawsze byłeś dobry.
- Dobry? – Thomas wydawał się szczerze zdumiony. – Nigdy nie byłem dobry. 
Ja po prostu nie byłem zły, a to różnica, Vicky."


Zaraz na początku dowiadujemy się, że znany krytyk literacki, który nieprzychylnie pisze o książkach Toma, ginie poprzez zadławienie się batonikiem. Victoria od razu podejrzewa swojego męża o udział w tym zdarzeniu, mimo że jest to irracjonalne. Od tej pory bohaterka coraz bardziej zagłębia się swojej psychozie. Nie pomaga fakt, że treść nowo wydanej książki Toma zaczyna się wypełniać w realnym życiu, a bynajmniej nie jest to powieść o motylkach i kwiatuszkach, tylko mocny kryminał, w którym trup ściele się gęsto. Czy Tom okaże się Księżycowym Zabójcą, którego sam wykreował w swoim dziele?

Napięcie rośnie stopniowo. Coraz bardziej zaczynamy wierzyć w przypuszczenia głównej bohaterki, chociaż gdzieś z tyłu głowy mamy świadomość niedorzeczności całej sytuacji. Po kolei budzi się w nas niepokój, strach i niewyobrażalna groza. Czytając książkę w czasie, gdy trawiła mnie gorączka, doszłam do etapu, w którym poruszona treścią książki bałam się nie tylko męża Victorii, ale i mojego narzeczonego. Na szczęście szybko mi przeszło, bo mogło to mieć opłakane skutki.

Niesamowite jest to, jak Karina potrafi w banalny sposób stworzyć całość ze wszystkich swoich dzieł. Zwyczajne wspomnienie nazwisk bohaterek poprzednich książek w momentach załamań psychicznych Victorii sprawiało, że miałam ciarki na plecach. „Po złej stronie lustra” (link do recenzji), „Władczyni Mroku” i „Krwawy Księżyc” nie są trylogią (a może są, tylko nic o tym nie wiemy..?), więc to tym bardziej potęguje zdziwienie i przerażenie.

Jeśli już mowa o powiązaniach, to tak samo jak w poprzednich książkach, główną bohaterkę prześladuje piosenka. Tym razem jest to „Bohemian Rhapsody” zespołu Queen. Możemy dzięki temu zauważyć, że słowa mają ogromną moc. Po trzecim takim przypadku zaczynam się zastanawiać ile w tych książkach jest prawdziwej Kariny? Ile naprawdę pokazuje nam siebie na kartach swoich powieści?



Gdybym miała określić „Krwawy Księżyc” jednym słowem, napisałabym że jest to powieść „psychodeliczna”. Nie wiem, jak inni, ale mnie naprawdę wciągnął jej mroczny klimat. Wszystkie sceny opisane są bardzo realistycznie, nie czujemy żadnego, nawet najmniejszego zawahania pióra przed napisaniem nawet najkrótszego, czy najbardziej brudnego, brutalnego zdania w powieści.

Autorka zostawiła sobie otwartą furtkę. Książka kończy się w bardzo dziwny sposób, więc może to zwiastować kolejną część. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na rozwój sytuacji i wieści ze strony autorki. Z całego serca mogę polecić Wam „Krwawy Księżyc”, tak jak i inne książki K. C. Hiddenstorm.

[56] Zabójczy Mróz - Louise Penny

[56] Zabójczy Mróz - Louise Penny


„Zabójczy Mróz” – książka znana również jako „Zabójczy Spokój” – to drugi tom serii o inspektorze Gamache. Armand Gamache to człowiek uczuciowy, wrażliwy i niezwykle spostrzegawczy. Na jaką okropną historię przyszło mu się natknąć w tej części swoich przygód? Zobaczcie sami.


Wydawnictwo: Poradnia K
Autor: Louise Penny
Polski tytuł: Zabójczy Mróz
Tytuł oryginału: A Fatal Grace
Data wydania: 19 września 2018 r.
Liczba stron: 383
Kategoria: kryminał
Moja ocena: 7/10



W książce, tak jak w poprzedniej części, znów mamy do czynienia z nieoczywistą śmiercią. W „Martwej Naturze” (link do opinii) osoba została zabita strzałą, tym razem ofiara zmarła na wskutek porażenia prądem. Podoba mi się to, że autorka jest w stanie napisać wciągającą książkę z wątkiem śmierci, która nie została zadana w tradycyjny sposób – pistoletem czy nożem. Co więcej – tym razem mamy dwie ofiary, więc wątki się zazębiają a śledztwa nakładają na siebie.

Nawiązując nadal do pierwszego tomu, bardzo cieszył mnie fakt, że miejscem akcji jest znów Three Pines. Dzięki temu znamy nie tylko inspektora, jak w wielu książkach kryminalnych, ale też mieszkańców. Szerzej możemy spojrzeć na okolicę i głębiej rozpatrzeć podejrzanych. Nie było mi jeszcze dane przeczytać trzeciej części, która swoją premierę miała 27 lutego 2019 roku, ale już czytałam, że akcja również rozgrywa się w tej małej wiosce, z czego jestem niezmiernie zadowolona.

"Funkcjonariusze Sûreté zostali teraz sami na lodowisku. 
Émilie Longpré pojechała na lunch z Kaye do Williamsburga, 
a Billy Williams poszedł sobie, 
wymamrotawszy coś albo o trenowaniu przed Narciarskim Pucharem Świata,
 albo o drenowaniu nago na półtora wariata." 

„Zabójczy Mróz” jest zdecydowanie dużo zabawniejszy niż jego poprzedniczka. Im bliżej znają się bohaterowie i im bardzie my sami ich znamy, tym bardziej śmieszą nas ich kąśliwe uwagi w stosunku do siebie nawzajem. Niestety jest też gorsza strona tej cechy. Dzięki humorystyce ukrytej na kartach powieści, śledztwo nie trzyma nas w napięciu tak jak to było w przypadku „Martwej Natury”.

Muszę przyznać, że chyba od samego początku znałam sprawcę. Myślę, że każdy, kto czytał ten kryminał, mógł się tego spodziewać. Louise Penny jednak zgrabnie odciągała naszą uwagę ciekawymi zwrotami akcji, więc do samego końca miałam wątpliwości co do mojego wyboru.

"Określać mordercę mianem groteskowego potwora 
oznaczało nadawać mu niezasłużoną przewagę."

Książka znów napisana jest w ten niezwykły, lekko poetycki sposób. Miło było zagłębić się w jej treść jeszcze zimą, w długie wieczory, z kubkiem gorącej herbaty w ręku. Nie zmienia to jednak faktu, że drugi tom serii o inspektorze Gamache jest gorszy niż tom pierwszy. Głównym minusem jest zdecydowanie wspomniany wyżej brak napięcia. Mimo to mogę polecić tę książkę, szczególnie jeśli ktoś już czytał poprzednią część. Na pewno sięgnę po następne książki z tego cyklu, żeby przekonać się co jeszcze przydarzy się mieszkańcom malutkiej wioski Three Pines.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.


[55] Tylko Żywi Mogą Umrzeć - D. B. Foryś [Book Tour #4]

[55] Tylko Żywi Mogą Umrzeć - D. B. Foryś [Book Tour #4]


Ostatnio do moich rąk trafiła kolejna książka podróżniczka. Tym razem Book Tour organizowała Oczarowana Czytaniem. „Tylko żywi mogą umrzeć” autorstwa D. B. Foryś zszokowała mnie dogłębnie i nawet po kilku dniach nie wiem, co mogę, a czego nie należy o niej pisać.


Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Autor: D. B. Foryś
Tytuł oryginału: Tylko Żywi Mogą Umrzeć
Data wydania: 30 listopada 2018 r.
Liczba stron: 388
Kategoria: fantasy
Moja ocena: 9/10


Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej pozycji. Wcześniej czytałam o niej wiele pozytywnych opinii. Czułam nawet odrobinę dumy w sercu, że kolejna polska książka fantasy cieszy się tak dobrymi recenzjami. Młoda pisarka, o której nigdy wcześniej nie słyszałam odnosi sukces, a w dodatku „Tylko żywi mogą umrzeć” ma mieć kontynuacje, które złożą się w cykl o Tessie Brown – głównej bohaterce książki.

Nagle przyszło wielkie BUM! Wątek miłosny. Wątek, który przeradza się w trójkąt miłosny. Gorzej być nie mogło. Czułam się, jakbym czytała romans z elementami fantasy lub zwykłą młodzieżówkę, a spodziewałam się czegoś innego. Ale tak szybko jak to ogromne „BUM!” się pojawiło, tak samo szybko minęło. To znaczy element romansu został, owszem, ale bardziej w formie poczucia oparcia w partnerze Tessy, niż w postaci niskich lotów harlequina. Po niedługim czasie romans głównej bohaterki z pociągającym, atrakcyjnym demonem przestał mi przeszkadzać – co więcej – kibicowałam im całą sobą.

Książka trąci nieco schematycznymi rozwiązaniami – Tessa Brown, zwyczajna dziewczyna, która ukrywa przed światem swoje prawdziwe ja. Za dnia zwyczajna kelnerka, w nocy łowczyni demonów. I oczywiście to właśnie w demonie musiała się zakochać. Ale czy proste rozwiązania nie są czasem najlepsze? Autorka zręcznie lawirowała pomiędzy wątkami, nie pozostawiając niedosytu w głowach i sercach czytelników.

Wykreowany przez D. B. Foryś świat był idealny. Niczego nie brakowało w jego opisach. Nie można było pogubić się w zawiłościach „genetycznych” bohaterów (choć ja z początku nie rozumiałam, że główna bohaterka jest półdemonem, a poluje na demony, które opętały ludzi. Najwidoczniej nie czytałam wystarczająco uważnie ;) ). Co do postaci: nic dodać, nic ująć. Tessa lekko zirytowała mnie w dwóch, może trzech momentach, ale nie jest to czymś, czego można uniknąć. A postać księdza Gabriela skradła całe moje serce – lekkoduch, śmieszek i chyba nie do końca czuje powołanie do swojego zawodu ;)

„Taka mała rada na przyszłość: jeśli kiedykolwiek zadzwoni do was były facet, 
by poinformować o dziwacznej kradzieży starego krzyża - za cholerę nie idźcie tą drogą!”

Jeśli miałabym znaleźć jakiś minus w tej lekturze, to może być fakt, że wiedziałam kto okaże się zdrajcą. Ba! Że w ogóle jakiś zdrajca się pojawi. Z tego, co zaobserwowałam po notatkach moich poprzedników z Book Tour, oni tego nie wiedzieli, więc jest to naprawdę malutki minusik. Nie odczułam żeby cała historia i losy bohaterów były napisane w wymuszony sposób. Wszystko pięknie komponowało się w jednolitą całość.

Książka napisana jest w doskonały sposób. Lekko żartobliwie, humorystycznie, ale treść zawiera również mroczne elementy. Wszystko zostało idealnie wyważone. „Tylko żywi mogą umrzeć” to powieść, która nie nudzi i czyta się ją z zapartym tchem. Najbardziej boli fakt, że tak szybko się skończyła, a na kolejną część trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Wiem, że będę wyczekiwała niecierpliwie kontynuacji i mam szczerą nadzieję, że się nie zawiodę.

Za możliwość wzięcia udziału w Book Tour dziękuję organizatorom.

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger