[53] Księga Joanny - Lidia Yuknavitch

[53] Księga Joanny - Lidia Yuknavitch


Science fiction nie jest łatwym gatunkiem literackim. Nie do każdego trafia, nie każdy wszystko zrozumie… Ja porwałam się na książkę tego gatunku, bo już dawno nic takiego nie czytałam, a opis mnie skusił. „Koniec gatunku ludzkiego” – przecież to musi być piękne. To była jedna z gorszych decyzji w moim życiu.


Wydawnictwo:Poradnia K
Autor:Lidia Yuknavitch
Polski tytuł: Księga Joanny
Tytuł oryginału:The Book of Joan
Data wydania:20czerwca 2018 r.
Liczba stron:344
Kategoria: science fiction
Moja ocena: 1/10

Przerost formy nad treścią – jedynie tak mogę określić, to co wydarzyło się w tej książce. Powieści nie skończyłam, nie będę oszukiwać. Nie sądzę, żeby to miało jakiś wpływ na moją ocenę, a naprawdę męczyłam się niemiłosiernie. Czytając plułam jadem na lewo i prawo, bo tak bardzo irytowała mnie ta książka. Nie wiem jakim cudem znalazła się wśród najważniejszych książek 2017 roku według New York Times’a. Dodatkowo podobno jest jedną spośród 25 najbardziej wyczekiwanych książek dla kobiet w 2017 roku. Toż to dopiero paradoks. Jestem ciekawa ile z tych niecierpliwych kobiet bardzo się rozczarowało po tym, jak już zrozumiały, że tak rynsztokowego języka powstydziłby się nawet niejeden mężczyzna.

Fabuła opisuje życie na pewnego rodzaju stacji kosmicznej po tym, jak Ziemię dosięgnęła geokatastrofa. Po straszliwej wojnie (która dopiero po jakimś czasie zaczyna być pisana z wielkiej litery, co też wydaje mi się dziwne) i przeniesieniu ludności w kosmos ludzie zaczynają mutować. Tracą cechy płciowe, włosy, a ich ciała stają się prawie przezroczyste. Główna bohaterka, jeśli dobrze pamiętam, Krystyna Pizan określa przeniesienie cywilizacji w przestrzeń kosmiczną „wniebowstąpieniem”. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mocno zaśmiałam się w tym momencie. Pierwsze, o czym pomyślałam, było to, że autorka w ten sposób ukazała jedynie swoją megalomanię. Naprawdę, chyba gorszego określenia nie mogła wymyślić.

"Biblia, Talmud, Koran, Bhagawadgita, zwoje Konfucjusza, pisma dźinijskie, księgi Wedy - 
wszystko się skończyło. 
Teraz to rozumiem. 
Zamiast nich rozpoczynamy Księgę Joanny. 
Jej słowa zawarte są w naszych ciałach."

Książkę przeczytałam do połowy i do teraz nie wiem, o czym tak właściwie jest. Toczy się wojna, nie wiadomo o co. Główna bohaterka wychwala jakąś kobietę o nadnaturalnych zdolnościach, nie wiadomo czemu. W dodatku graftuje (wypala na skórze) rysunki streszczające życie, tej kobiety – tytułowej Joanny - nie wiadomo po co. Ale jedno wiemy na pewno. Ludzie utracili możliwość rozwoju, utracili przyrodę, kwiaty, drzewa, zwierzęta, utracili człowieczeństwo, ale według Krystyny najważniejsze, co utracili, to możliwość uprawiania seksu. Tak, oczy Was nie mylą. Książka pełna jest rozmyślań nad utraceniem waginy, czy piersi. Ba! Istnieje „podziemne” stowarzyszenie, które odprawia seksualne rytuały. Streszczenie „Księgi Joanny” wyglądałoby mniej więcej tak: „Bla bla bla seksualność, bla bla bla upadek, bla bla bla członek, bla bla bla tragedia”. Na przemian bohaterka użala się nad swoim losem, zamiast spróbować cokolwiek zmienić lub po prostu przywyknąć, jeśli nie ma innego wyboru i opowiada jaka ta Joanna była wspaniała.

Bohaterowie są nijacy. Nie mamy możliwości poznać ich bliżej, bo bez przerwy mają jakieś tajemnice. Poznajemy tylko ich myśli, więc nie rozumiem jakim cudem, coś może być tajemnicą „w głowie”. Autorka chciała zapewne, żebyśmy ich powoli poznawali, ale ja zupełnie nie byłam tym zainteresowana. Wydali mi się tak nudni i monotematyczni, że nie chciałam ich znać. Ogólnie, Lidia Yuknavitch mogła napisać ciekawą powieść sci-fi, ale coś poszło nie tak. 

Swoją drogą, jakim cudem całe życie Joanny miałoby się zmieścić na ciele naszej głównej bohaterki? Nie mam pojęcia. W zasadzie do momentu, w którym skapitulowałam, nadal nie dowiadujemy się niczego konkretnego. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie scenerii i nie wiemy o co tak zażarcie walczą bohaterowie. Nic dziwnego, że odłożyłam książkę, skoro akcja stoi w miejscu. Do tego powieść straszy swoją okładką. A sama grafika nie ma też za wiele wspólnego z treścią.

Nie jest to książka, którą poleciłabym komukolwiek. Nawet fani science – fiction byliby zawiedzeni po tak słabej lekturze. Do połowy zresztą i tak nie widać zbyt wielu powiązań z tym gatunkiem. W książce panuje zupełny brak emocji, totalnie nie wzbudza we mnie empatii historia apokalipsy, ani zatracenia fizycznego człowieczeństwa. Jestem stuprocentowo na nie.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Podradnia K.

[52] Miejsce egzekucji - Val McDermid

[52] Miejsce egzekucji - Val McDermid


Val McDermid to ceniona autorka w świecie kryminału. „Miejsce Egzekucji” – najważniejsza powieść jej życia została wydana w Polsce dopiero w połowie 2018 roku nakładem Wydawnictwa Papierowy Księżyc. Pod patronatem Lubimy Czytać, Polsat Crime Investigation, Okolica Strachu (między innymi) i z poleceniem Katarzyny Bondy na okładce w końcu trafiła w moje ręce.

Atramentowa Przystań

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Autor: Val McDermid
Polski tytuł: Miejsce Egzekucji
Tytuł oryginału: A Place of  Execution
Data wydania: 30 lipca 2018 r.
Liczba stron: 582
Kategoria: kryminał, thriller
Moja ocena: 8/10

Obszerna, 582 stronicowa powieść zapiera dech w piersi. Klimatyczna okładka wprowadza nas w świat zbrodni i zapewnia odpowiedni nastrój. Tajemnicza wioska Scardale kryje mnóstwo tajemnic. Każdą mroczniejszą od poprzedniej. W niewiadomych okolicznościach znika 13 – letnia dziewczynka. Policjanci odkrywają, że Alison została ofiarą brutalnego morderstwa. Wszyscy mieszkańcy wioski stają się podejrzani. Nie ulega wątpliwości, że przestępcą jest jeden z nich.

"To, co miało miejsce w małej wiosce w Derbyshire pewnej grudniowej nocy, 
przyniosło następstwa, których nikt nie mógł przewidzieć. 
Tak dzieje się często w sprawach zawierających element tajemnicy. 
Nikt nie wie, co się naprawdę wydarzyło, 
a życie wszystkich zostaje sprawdzone mikroskopem.
 Nagle różne rodzaje sekretów wychodzą na jaw. 
I często nie jest to przyjemny widok."

Kryminał szkockiej pisarki jest wielopoziomowy. Widzimy zbrodnię z różnych stron. Raz patrzymy oczyma policjantów, innym razem matki, rodziny, przyjaciół, by na końcu spojrzeć na to wszystko z perspektywy niezależnego obserwatora. Nie ma osoby, która nie przejęłaby się losem biednej, małej Alison. Tragedię potęgują wieści o innych zaginionych dzieciach. Przypuszczalne powiązania tych kilku spraw dodają dramaturgii.

Fabuła jest pełna zawiłości. Niedopowiedzenia, które powinny być cechą negatywną, dostarczają nam kolejnych domysłów. To natrafiamy na pewne tropy, to je gubimy. „Miejsce Egzekucji” to nie tylko kryminał, a niezwykły, mroczny, wielowymiarowy thriller psychologiczny. Pisarka nie pozostawia ani jednego wątku bez rozwiązania. Nie można powiedzieć, że czegoś nam w książce brakowało, bo jest w niej wszystko: dochodzenie, zeznania, wycinki z gazet, mapy wsi, rozprawy sądowe i tytułowa egzekucja…Oraz zakończenie, które przyprawia o mdłości.

Znajdujemy się gdzieś około czterysetnej strony i jesteśmy już na finiszu. Znamy całą prawdę, nasze poczucie sprawiedliwości zostało zaspokojone i nagle wszystko staje na głowie. Choć tempo znacznie zwalnia, co przy i tak lekko ciągnącej się akcji jest niezbyt mile widziane, nadal czytamy powieść z zapartym tchem. Autorka zaznajomiła nas z podstawami pracy policji, śledczych, a nawet rolników. Ostatnia część pokazuje nam kulisy kunsztu dziennikarskiego. Ta książka nie tylko „bawi”, ale również uczy. Nie spotkałam się wcześniej z taką formą, więc było to dla mnie miłe zaskoczenie, że pisarka niczego nie pominęła.

W treści zdarzały się literówki – to i wyżej wspomniane zwalniające tempo oraz niektóre lekko nieprawdopodobne elementy zakończenia obniżyły moją ocenę. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę powinien poznać każdy miłośnik kryminałów i thrillerów. Sądzę, że spodobałaby się też niejednemu czytelnikowi na co dzień niezainteresowanemu tym gatunkiem.
Val McDermid zachowała pewne schematy kryminalne – małe miasteczko, morderstwo młodej dziewczynki, zła pogoda, i tak dalej… Ale ja właśnie lubię takie historie, a autorka poza tymi kilkoma detalami popisała się ogromnymi umiejętnościami pisarskimi i obszerną wiedzą z kilku (a nie jednej!) dziedzin. Jeśli po mojej recenzji nadal się zastanawiacie, to musicie przekonać się do książki sami. Zachęcam do przeczytania!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

[51] Święto - spektakl na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego [TEATR #1]

[51] Święto - spektakl na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego [TEATR #1]


Zawsze w sylwestrową noc wraz z moim lubym wybieramy się na kulturalny wieczór do teatru. Tym razem wybór padł na spektakl „Święto” w rzeszowskim Teatrze Przedmieście. I choć tematyka była mało sylwestrowa, to przedstawienie zdecydowanie nam się podobało.


Sztuka została napisana na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego „Kamień na kamieniu” przez Anetę Adamską. Całość była pięknie nierzeczywista. Teraźniejszość przeplatała się z przeszłością. Główny bohater zmagał się z własnymi wspomnieniami, grzechami i przewinieniami. Jego cierpienie i żal były niemal namacalne.

Gra aktorska była wspaniała. Nie jest wielką sztuką sprawić, żeby publika się śmiała, ale skłonienie widzów do refleksji jest niełatwe. Wszystko zaczyna się od skradzionego jabłka z sadu księdza. Rozczarowanie matki, ojca, księdza, otoczenia… Każdy kolejny nieuważny krok bohatera pozostawia następną ranę na sercu. Finalnie z uporem maniaka próbuje on znaleźć ukojenie w kieliszku (a nawet kilku).

Retrospekcje pojawiają cyklicznie. Pozwalają nam poznać bliżej głównego bohatera, zrozumieć jego cierpienie. Przejścia pomiędzy wątkami są pełne abstrakcji. Bohaterowie powtarzają w kółko pewne frazy, wciąż pojawiając się i znikając. W ich oczach czai się obłąkanie, szaleństwo, pasja. Wprowadzają chaos, żeby później zostawić widza sam na sam z główną postacią.

Mnie, osobiście, uwiodła groteskowość sztuki. Aktorzy byli idealnie dobrani do swoich ról. Na samym końcu jedna z aktorek (grająca matkę głównego bohatera) powiedziała, że według niej sztuka jest o matce. Ja również to zauważyłam – o matce, jej oddaniu, zaufaniu i wsparciu oraz o jej wierze we własne dziecko aż po grobową deskę.

Jeśli kiedyś będziecie mieć okazję do obejrzenia tego spektaklu, serdecznie zachęcam. Warto czasem obejrzeć coś refleksyjnego i oderwanego od rzeczywistości. Zapraszam do Teatru Przedmieście w Rzeszowie. Zdecydowanie zasługuje na bliższe poznanie.

Plakat i zdjęcie zostały pobrane z oficjalnego fanpage'a Teatru Przedmieście: 
[50] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w grudniu [#3]

[50] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w grudniu [#3]



Pora na kolejną odsłonę cyklu „Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w grudniu”! Dla przypomnienia: w tym miejscu prezentuję posty z innych stron i blogów, które wydały mi się interesujące w minionym miesiącu. Jedna recenzja, dwa posty okołoksiążkowe i opis nowości z danego miesiąca, którą posiadam lub chciałabym posiadać, oraz post niezwiązany lub luźno związany z literaturą.

1. Halmanowa w recenzji „Czarownice nie płoną” – Jenny Blackhurst


Halmanową odwiedzam od czasu do czasu i dosyć często znajduje u niej coś wartościowego. Historia zaczęła się od pewnego Book Tour’u, który ona organizowała, a ja brałam w nim udział. Ujął mnie wygląd jej strony i zostałam tam na dłużej. Powyższa recenzja pojawiła się w tym zestawieniu przede wszystkim dlatego, że również chcę przeczytać tę książkę, a opinia Halmanowej jest bardzo zachęcająca. „Ciekawa i sprawnie skonstruowana fabuła niezmiennie podąża w kierunku punktu kulminacyjnego. […] Akcja powieści jest płynna i dynamiczna, nie brakuje w niej nagłych zwrotów, co sprawia, że ciekawość rośnie z każdą stroną.”

2. Kawerna.pl i pierwszy zwiastun serialu „Miracle Workers”


„Anioł i Bóg, zapracowany podwładny i szef, który poświęca więcej zainteresowania swojemu hobby niż pracy. Tak w skrócie przedstawia się zarys „Miracle Workers”. Zobaczcie oficjalny zwiastun serialu od TBS. Twórcą serialu jest Simon Rich („Man Seeking Woman”), który stworzył show w oparciu o własną książkę pt. „What in God’s Name”. Pierwszy sezon będzie liczyć 7. odcinków i zobaczymy w nim anioła Craiga (Daniel Radcliffe), niebiańskiego pracownika niższego szczebla, którego zadaniem jest odpowiadanie na modlitwy ludzi. Wraz ze swoimi kolegami z Heaven Inc. Elizą (Geraldine Viswanathan) i Sanjay’em (Karan Soni) postanawia uratować Ziemię przed kataklizmem. Potrzebują jednak do tego prawdziwego cudu.”
Serial ukaże się 12 lutego 2019 roku w ramówce TBS.

3. Archigame.pl wyjaśnia „Dlaczego Hogwart to jeden z najfajniejszych, nieistniejących budynków w historii kultury?”


Jako Potterhead interesuje się każdym tematem związanym ze światem magii. Nawet jeśli chodzi o architekturę. Autor tekstu wyjaśnia niektóre sprzeczności wśród elementów budynku, które pochodzą z różnych epok. Okazuje się też, że Archigame jest ogromnym fanem Harrego Pottera, więc staje się znacznie mi bliższy. Jeśli ktoś tak, jak ja interesuje się wszystkim, co związane ze Szkołą Magii i Czarodziejstwa, śmiało może odwiedzić powyższy link. To samo mogą zrobić fani architektury, sztuki i kultury.

4. D. B. Foryś – „Tylko żywi mogą umrzeć”


Mam na imię Tessa i, odkąd pamiętam, prowadzę podwójne życie. Jestem barmanką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów.
Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, ponieważ jest ekscytujące i bezpieczne, pieniądze też nie grały tutaj żadnej roli, nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad nimi niespotykaną przewagę: w połowie jestem jedną z nich...
Oczarowana Czytaniem organizuje Book Tour z tą książką, w którym biorę udział, więc już niedługo powinnam mieć okazję przeczytać ten tytuł.

5. Niestatystyczny.pl z młodzieżowym słowem roku 2018


Dzban, czyli najpopularniejsze w 2018 roku słowo nastolatków. Chyba każdy z nas użył go przynajmniej raz w ciągu ostatnich 12 miesięcy i to nie przy określaniu elementu zastawy stołowej ;)
„W naszym plebiscycie, dzban przed rokiem miał zaledwie kilka zgłoszeń. W tym roku już ponad 3 tysiące. Pobieżny wywiad i kwerenda wskazuje, że dzban nie jest obrazą śmiertelną, lecz trochę śmieszną, trochę prowokacyjną.”

                                           ____________________________________________

A Wy co ciekawego znaleźliście w sieci w grudniu? Podzielcie się w komentarzach.
[49] Podsumowanie 2018 r.

[49] Podsumowanie 2018 r.



W mijającym, 2018 roku przeczytałam niestety bardzo mało książek, z których duża część okazała się być rozczarowująca. Z powodu braku wolnego czasu zaczęłam nadrabiać książkowe zaległości dopiero w czerwcu, a najwięcej udało mi się przeczytać w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Liczba niewielka, bo zaledwie 21 książek (oraz dwie czytane obecnie), więc post także nie będzie obszerny.

W zasadzie książek było 20 - jedną niestety odłożyłam, ponieważ nie byłam w stanie dobrnąć do końca. Łącznie przeczytałam jedynie 7 146 stron. W poprzednim roku było to 11 802 strony przy 34 książkach, więc pomimo wszystko wynik i tak nie jest najgorszy. 

Przeczytałam:
  1. James Dashner  - Lek na śmierć (brak recenzji)
  2. Wanda Szymanowska – Kim, do diabła, jest Anita?! (recenzja)
  3. C. J. Tudor – Kredziarz (recenzja)
  4. Katarzyna Tatiana – Napiłeś się ze śmiercią (recenzja)
  5. Cassandra Clare; Maureen Johnson; Sarah Rees Brennan – Kroniki Bane’a (recenzja)
  6. Wanda Szymanowska – Zaina (recenzja)
  7. Becky Albertalli – Simon oraz inni homo sapiens (recenzja)
  8. William P. Young – Chata (recenzja)
  9. Joanna Jodełka – Ars Dragonia (recenzja wkrótce)
  10. Maria Ulatowska – Przypadki pani Eustaszyny (recenzja)
  11. Maureen Johnson – Nieodgadniony (recenzja)
  12. Annabel Pitcher – Chmury z keczupu (recenzja)
  13. Lidia Yuknavitch – Księga Joanny (niedokończona – recenzja wkrótce)
  14. Chris Colfer – Kraina Opowieści. Zaklęcie Życzeń (recenzja)
  15. Louise Penny – Martwa natura (recenzja)
  16. Katarzyna Grabowska – Magia ukryta w kamieniu (recenzja)
  17. Val McDermid – Miejsce egzekucji (recenzja wkrótce)
  18. Alex Scarrow – Time Riders. Jeźdźcy w czasie (recenzja wkrótce)
  19. William Goldman – Narzeczona księcia (recenzja)
  20. Wisława Szymborska; Zbigniew Herbert – Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie (recenzja wkrótce)
  21. Patrick Ness; Siobhan Dowd – Siedem minut po północy (recenzja wkrótce)
Najlepszą z przeczytanych przeze mnie książek w tym roku była „Kraina Opowieści. Zaklęcie Życzeń” Chrisa Colfera. Najgorszą była oczywiście niedokończona „Księga Joanny” Lidii Yuknavitch. Z dokończonych nie spodobało mi się również „Napiłeś się ze śmiercią” Katarzyny Tatiany.

Oprócz wymienionych wyżej recenzji książek, na blogu pojawiły się również posty takie jak:

Recenzje:

Posty okołoksiążkowe:

Oraz nowa seria na blogu - „Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam”:

Łącznie ukazało się 28 wpisów.

W 2018 roku nawiązałam współpracę z Wydawnictwem Papierowy Księżyc, Wydawnictwem Poradnia K oraz Wydawnictwem Młodzieżówka. Udało mi się przedpremierowo zrecenzować „Kredziarza” C. J. Tudor oraz współpracować po raz kolejny z Panią Wandą Szymanowską i po raz pierwszy z Katarzyną Tatianą. Ukazał się też kolejny „odcinek” z Niezależnym Ekspertem. Wszystkim wymienionym wyżej dziękuję za okazane mi zaufanie i miłą interakcję.

W zeszłym roku miałam dwa postanowienia – chciałam przeczytać więcej niż w roku poprzednim, co mi się niestety nie udało. Chciałam też przeczytać wszystkie książki z mojej domowej biblioteczki. To też nie doszło do skutku, ale jestem na dobrej drodze, bo zostało ich chyba zaledwie 15 sztuk. W takim razie w tym roku nie robię żadnych nowych postanowień. Niech się dzieje, co chce.

A Wam udało się wypełnić jakieś postanowienia z zeszłego roku? Może w tym roku jakieś przed sobą postawicie? ;)
[48] Narzeczona Księcia - William Goldman książka, a film

[48] Narzeczona Księcia - William Goldman książka, a film


Przychodzi taki moment w życiu recenzenta, w którym nie potrafi się powiedzieć nic o przeczytanej książce. Ja myślałam, że muszę chwilę zaczekać, a wena sama przyjdzie. Nic bardziej mylnego. Żadnych pomysłów jak nie było, tak nie ma. Poszperałam trochę w Internecie, znalazłam ekranizację i zaczęłam oglądać…


Wydawnictwo: Jaguar
Autor: William Goldman
Polski tytuł: Narzeczona księcia
Tytuł oryginału: The PrincessBride
Data wydania: 31 stycznia 2018 r.
Liczba stron: 464
Kategoria: fantastyka, romans, powieść przygodowa
Tytuł filmu: Narzeczona dla księcia
Premiera filmu: 18września1987 r.
Moja ocena: 3/10

Pierwsze wydanie „Narzeczonej księcia”opublikowano w 1973 roku, a w Polsce ukazała się dopiero w 1995 roku. Wydanie obecne jest niejakim uczczeniem 30–lecia wersji filmowej i zostało rozszerzone o dodatkowy komentarz od autora. Moim zdaniem było to bezsensowne. Wstęp zajmuje około 80 stron i niemalże streszcza książkę, więc później możemy być rozczarowani, że nie znajdziemy w niej nic nowego. Ja z reguły nie czytam wstępów - ten przejrzałam bardzo pobieżnie i całe szczęście, że nic mnie nie skusiło. Podejrzewam, że wtedy ocena książki spadłaby aż do jedynki.

Od czego zacząć… Może od tego, że czytając opis na tylnej okładce, bardzo się rozczarujecie. Książka nie jest tym, co obiecuje nam wydawca. Nie nazwałabym tej powieści „mistrzowsko skonstruowaną baśnią o prawdziwej miłości i wielkiej przygodzie”. Raczej bardzo dziwnie napisaną książką, z jeszcze dziwniejszymi wydarzeniami i ekranizacją lepszą od oryginału. O niebo lepszy film pokazuje o co tak naprawdę chodziło autorowi. Wszystko, co wydawało mi się irytujące w książce, nabierało sensu na ekranie i momentami śmieszyło. Byłoby pewnie lepiej, gdybym film obejrzała bez wcześniejszego poznania pierwowzoru, a w tej sytuacji oglądałam go z dużą dozą rezerwy.

"Życie to ciągłe cierpienie - odparła matka. - Ktokolwiek twierdzi inaczej, 
z pewnością coś sprzedaje."

Wracając do książki, to nikt nie potrafi tak niszczyć napięcia jak William Goldman. Zastosował on wiele zabiegów, które (jak mniemam) bardziej sprawdzają się w tworzeniu filmów niż na papierze. Przypisy w nawiasach niszczyły każdy bieg akcji, rozwalały tempo i irytowały czytelnika. Do tego, pomiędzy niektórymi wątkami, dodane były kursywą dodatkowe komentarze autora, których już kompletnie miałam dość i przestałam je czytać po kilku stronach. Nie sądzę, żebym przez to cokolwiek straciła, tak samo jak przez opuszczenie zakończenia książki.

Szukając w sieci podpowiedzi, co takiego zrobiłam źle, że pomimo wielu pozytywnych opinii, mi ta książka nie przypadła do gustu, znalazłam też bardzo ciekawą informację. William Goldman pisze na samym początku o niejakim S. Morgensternie, który miałby napisać tę powieść jako pierwszy, a on wybrał najciekawsze fragmenty i umieścił w tym wydaniu. Cóż za zagranie! Nie było nigdy żadnego S. Morgensterna, a William Goldman jest jedynym autorem tej książki. Ta fikcyjna postać została przedstawiona tak przekonująco, że chyba wielu czytelników połknęło haczyk.

W filmie występuje sama gwiazdorska obsada: Cary Elwes, Robin Wright, Mandy Patinkin… Klimatem przypomina „Facetów w rajtuzach”, zresztą główną rolę gra ten sam aktor. Całość jest humorystyczna, nawet najbardziej niedorzeczne momenty bardziej śmieszą, niż wołają o pomstę do nieba. Książka miała być pastiszem różnych gatunków.  O ile sztuka ta udała się w odniesieniu do romansu, to jeśli chodzi o fantasy autor odrobinę przesadził i wyszła z tego dosyć słaba parodia.

Jeśli ktoś z Was odczuwa potrzebę zapoznania się z tematem, polecam zdecydowanie film - książkę raczej sobie odpuśćcie. Nie ma fajerwerków ani w stylu autora, ani w fabule, a przy filmie możemy się przynajmniej zdrowo pośmiać.


[47] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w listopadzie [#2]

[47] Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam w listopadzie [#2]



Z lekkim opóźnieniem z przyczyn technicznych i z powodu przedświątecznego rozgardiaszu wracam z rozpoczętą miesiąc temu serią „Wyhaczone, czyli co ciekawego złowiłam”. W tym cyklu pokazuję posty z innych stron, blogów, które wydały mi się interesujące w minionym miesiącu. Jedna recenzja, dwa posty okołoksiążkowe i opis nowości z danego miesiąca, którą posiadam lub chciałabym posiadać, oraz post niezwiązany lub luźno związany z literaturą. Bez zbędnego przedłużania przejdźmy do meritum.

1. Wiewiórka w Okularach w recenzji „Bez wytchnienia” Michała Matuszaka


Ta recenzja trafiła tutaj przede wszystkim ze względu na tematykę książki. Co by było, gdyby religia była jedynym wyznacznikiem naszego życia. Wszystko byłoby podporządkowane jedynie względem katolicyzmu. Dla mnie brzmi przerażająco… Co prawda opinia Wiewiórki na temat książki nie jest zbyt pochlebna, ale to właśnie sprawia, że tym bardziej powinna się tutaj znaleźć. Sama autorka bloga pisze: „<<Bez wytchnienia>> miało naprawdę spory potencjał, wynikający z pomysłu i całej koncepcji na świat przedstawiony.”. Może więc całość niekoniecznie jest spisana na straty?

2. Niekulturalnie o tym, jak napisać recenzję



Kasia z Niekulturalnie.pl napisała mini poradnik dla mniej lub bardziej początkujących blogerów. A raczej dla tych, którzy naprawdę dopiero zaczynają. Przyznam, że blogerka napisała doskonały post na ten temat i gdybym ja była na początku mojej „kariery”, to na pewno kierowałbym się poradami Kasi. Chociaż i ja znalazłam kilka elementów, do których będę często zaglądać i odświeżać pamięć. Zdecydowanie jeden z lepszych zakątków sieci, które odwiedziłam w listopadzie. 


3. Niestatystyczny i artykuł o nastoletnich bohaterkach, które nie powinny nas wkurzyć


„Nastoletnie bohaterki powieści, które Cię nie wkurzą” – dosyć obiecujący tytuł. Ale podzielam zdanie autora o bohaterkach, które są kreowane na podstawie żyjących kiedyś młodych kobiet. Do wymienionych postaci dodałabym jeszcze Stivie Bell z książki Maureen Johnson „Nieodgadniony”. Jak dotąd nie zdążyła mnie zirytować. Ciężko jest wykreować bohaterkę, która nas zachwyci, więc ten post tym bardziej jest potrzebny. Będziemy mieć pewność, że przynajmniej tych kilka dziewczyn nie przyczyni się do powstawania wrzodów na żołądku.

4. Ewa Podsiadły – Natorska – Wściekłe


Niedaleka przyszłość – będąca u progu totalitaryzmu Polska realizuje pionierskie Programy Udoskonalania Rodziny. Niezamężne kobiety są napiętnowane: nie mogą samotnie wyjechać za granicę, kupić dużego mieszkania, zameldować się w hotelu czy nocą wyjść z domu, ponieważ na ulicach grasują bojówki. Kwitnie propaganda. Każdy przejaw niesubordynacji jest surowo karany, a donosicielstwo nagradzane.
Tamara Taszycka, której babcia zaczytywała się w „Bluszczu”, a którą matka nauczyła, że nie jest gorsza od żadnego mężczyzny, staje na czele partyzanckiej grupy sprzeciwiającej się ograniczaniu praw i swobód Polek. Wspólnie z kobietami jak ona wściekłymi na system planuje akcje wymierzone przeciwko rządowi. Przez oponentów nazywana „maskulinistką” i „feminazistką”, zafascynowana Glorią Steinem oraz Freddiem Mercurym, żyjąca w totalnej konspiracji, nierozumiana przez najbliższych, rozpoczyna rewolucję, za którą przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.

5. Nflix z oficjalnym zwiastunem nowego serialu Netflixa – Pachnidło na podstawie powieści Patricka Süskinda


„Współczesna emocjonująca wersja powieści Patricka Süskinda o wonnościach, pasji i seryjnym morderstwie. W przeszłości szóstkę uczniów szkoły z internatem połączyło zamiłowanie do zapachów. Kiedy po latach zostaje odnalezione ciało brutalnie zamordowanej członkini grupy, podejrzenia policji padają na pozostałą piątkę przyjaciół.”
Premiera już 21 grudnia bieżącego roku, a ja nie mogę się doczekać, chociaż książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Ale obiecuję, że nadrobię, bo z opisu wynika, że warto.
                                        ____________________________________________

A Wy co ciekawego znaleźliście w sieci w listopadzie? Podzielcie się w komentarzach.

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger