[46] Magia ukryta w kamieniu - Katarzyna Grabowska [Book Tour #3]


Po raz kolejny brałam udział w Book Tour, tym razem zorganizowanym przez blog Kraina Książką Zwana. Przedmiotem zabawy była powieść polskiej autorki Katarzyny Grabowskiej „Magia ukryta w kamieniu”. Fajnym pomysłem organizatorów było dołączenie do akcji konkursu, w którym trzeba napisać recenzję. Autor najlepszej zostanie zwycięzcą.


Wydawnictwo: Videograf SA
Autor: Katarzyna Grabowska
Tytuł oryginału: Magia ukryta w kamieniu
Data wydania: 13 marca 2018 r.
Liczba stron: 432
Kategoria: fantastyka
Moja ocena: 4/10

Książki raczej nie wygram. Przyznaję się bez bicia, że zupełnie zapomniałam o tym konkursie i o szybkim napisaniu recenzji. I nie oszukujmy się, ocena sama mówi, co sądzę o lekturze. Nie jest to literatura najwyższych lotów. Sam pomysł ciekawy, całość zupełnie przeciętna, według mnie nie ma się czym zachwycać.

Zacznijmy od początku… Świat przedstawiony osadzony jest w średniowieczu, do którego w magiczny sposób przenosi się nasza główna bohaterka – Julia. Sama nie jestem orłem w dziedzinie historii, zazwyczaj nie czytam też książek traktujących o średniowieczu, a nawet takich, których akcja rozgrywa się w tym czasie. Dlatego tak dziwi mnie fakt, że cała otoczka wydawała mi się zmyślona i odrobinę sztampowa. Tak, jakby autorka nie postarała się o to, żeby zdobyć więcej informacji na temat tamtego okresu, tego jak ludzie rozmawiali, zachowywali się, myśleli. Być może to tylko moje przeświadczenie, dlatego że ja nie mam żadnego doświadczenia w tym temacie, ale bardzo mnie ten fakt irytował.

Równie denerwujący był sposób narracji. Choć Pani Katarzyna ma ogromny zasób słownictwa, jej styl miejscami porównywałam do sposobu pisania czternastolatki. Zdecydowanie odczułam przerost formy nad treścią. Ale największą konsternację wzbudzało we mnie myślenie głównej bohaterki. Julia - młoda, zapewne około 20-letnia dziewczyna (nie pamiętam dokładnie), z teraźniejszości, za pomocą kamienia, trafia do średniowiecza i nagle, automatycznie rozmawia po „ichnemu”. Zupełnie jakby miała jakiś przełącznik języków i ktoś ją programował. Ale, ale! To, jak mówi nie jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Najdziwniejsze, że myśli (prowadzi narrację) też w ten dziwny sposób. Jej wszystkie przemyślenia i spostrzeżenia wyrażane są także w średniowiecznym dialekcie.

Z całym szacunkiem, ale Julia jest zwyczajnie głupia. Niestety nie da się tego inaczej określić. Jak niby inaczej nazwać osobę, która wie, że jest w świecie podobnym do średniowiecza, a pyta dlaczego ktoś nie zrobił rodzącej cesarskiego cięcia… Naprawdę ręce mi opadły. W ogóle jej zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Nasza bohaterka bez przerwy pchała się w kłopoty i to w tak idiotyczny sposób, że brak mi słów. Nie ma chyba niczego gorszego niż nierozgarnięta główna postać.

Wkraczając do tej nieznanej krainy, Julia udaje czarodziejkę, żeby nie zostać zabitą przez rycerzy. Cóż za elokwencja! Zupełnie tak, jakby dobrych wróżek wtedy nie zabijali… Dziwnym trafem, gdzieś w połowie książki, wszyscy zapominają o tym fakcie i traktują ją jak zwykłego śmiertelnika. Nikt się jej nie obawia, nikt nie prosi jej o pomoc, a sami muszą ratować ją z tarapatów, w które sama się wpakowała. Oczywiście nie obyło się bez wątku miłosnego. Trójkąt miłosny, który nie jest trójkątem, tylko urojeniem. Ale akurat ta zawiłość interesów udała się autorce najbardziej. I nie można jej też odmówić poczucia humoru, który jako jedyny przytrzymywał mnie przy książce.

„Z okrzykiem triumfu wyciągnęłam coś, czego szukałam i pospiesznie naciągnęłam na siebie. 
Niech żyją majtki - to najwspanialszy wynalazek ludzkości.”

Książka powinna zostać znacznie skrócona. Bez przerwy pojawiały się powtórzenia. Można było przeczytać o tym, że Julia chce się stamtąd wydostać, albo dowiedzieć kim jest tajemniczy Mateo co trzy czwarte strony, tylko w lekko zmienionym szyku. Ilość niepotrzebnych, nie wnoszących nic do fabuły wtrąceń też była zbyt duża. Gdyby wyciągnąć wszystko, co było zbędne, otrzymalibyśmy o wiele krótszą książkę.

Książka jest niedopracowana, a jednak dostała ode mnie aż czwórkę. Jeśli brać pod uwagę wszystko, co napisałam wcześniej, powinna dostać 2/10 i nigdy więcej nie wracać do moich wspomnień. A jednak coś przyciągnęło mnie w niej na tyle, że jestem ciekawa dalszego ciągu. Nie umiem określić co to jest. Być może nierozwiązana sprawa, albo humor autorki, bądź nadzieja, że następna część jest lepsza? Nieważne co to jest, czekam na kolejny Book Tour z drugą częścią cyklu. A to, czy warto przeczytać tę polską powieść fantasy, zostawiam Waszemu własnemu osądowi.

15 komentarzy:

  1. Może faktycznie kolejna część będzie bardziej dopracowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będę miała okazję się przekonać ;)

      Usuń
  2. To zdecydowanie nie jest seria dla mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę na półce, jednak chyba boję się po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie są pozytywne, dlatego dałam się namówić na czytanie :) może Ci się spodoba ;)

      Usuń
  4. Słownictwo na poziomie czternastolatki kompletnie mnie odrzuciło. Nie, dziękuję.

    Pozdrawiam,
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpuszczam, nie byłoby dla mnie przygody czytelniczej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sensu podchodzić do książki, skoro to przeciętny średnia, lepiej ten czas wykorzystać na bardziej satysfakcjonujące spotkania z literaturą. :)

      Usuń
    2. Zgadzam się w stu procentach :)

      Usuń
  6. Może się skuszę :D Okładka wygląda zachęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ajjj, odpuszczę sobie. Szkoda mi czasu na czytanie tak slabych książek.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger