[77] Klucz - Łukasz Migura [Opowiadanie]

[77] Klucz - Łukasz Migura [Opowiadanie]


Dzisiejsza recenzja będzie bardzo zwięzła i konkretna. Tak krótka, jak i opowiadanie, które postaram się Wam choć odrobinę przybliżyć.

„Klucz” jest stosunkowo świeżym opowiadaniem science fiction młodego, polskiego autora Łukasza Migury. Jest to jego pierwsze dzieło, które zostało stworzone w celach zarobkowych, niedługo po tym, gdy przekonał się, że chce poświęcić się pisaniu opowieści.


Całość opowiadania to dokładnie 66 stron ebooka w wersji epub razem z kilkoma stronami głównych informacji o książce i autorze. Historię bardziej zaliczyłabym do thrillerów z elementami sci-fi niż stricte do tego drugiego gatunku – noir science fiction. Treść przedstawia nam przede wszystkim postać Leszka, opowiada o jego wzlotach i upadkach. Chociaż nie wszystko było napisane czarno na białym, to wiele dało się wyczytać między wierszami.

Nie bardzo mogę opisać dokładną treść fabuły, ponieważ mogłabym zdradzić zbyt wiele. Najbardziej istotnym elementem jest pamięć przenośna, na której zapisany jest klucz. Klucz do tego, aby zawładnąć światem lub go zniszczyć. W ciągu tych kilkudziesięciu stron dostajemy zadziwiająco dużo informacji na temat Leszka i innych bohaterów, a to wszystko właśnie za sprawą tego tajemniczego ciągu liczb.

Przeczytanie opowiadania zajęło mi zaledwie dwudziestominutową przerwę w pracy. Szczerze mówiąc nie umiem jednoznacznie ocenić utworu. Sama treść została napisana w dobry sposób - widać, że ktoś zna się na rzeczy. Narracja prowadzona jest wręcz doskonale. Fabuła wciąga na tyle, że nie da się od niej oderwać. Opowieść czyta się z zapartym tchem, aby dowiedzieć się: kto, gdzie, jak, dlaczego? Nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym nie przeczytać całości za jednym zamachem, nawet jeśli byłaby to pełnowymiarowa, około czterystustronicowa książka.

Niestety mam jedno, acz zasadnicze „ALE”. Nie do końca rozumiem sens tego opowiadania, a zakończenie jest dosyć… byle jakie. Owszem. Autorowi mogło chodzić o przedstawienie pogoni za władzą i pieniądzem. Mogło. Aczkolwiek nie musiało. Pan Łukasz mógł też zostawić tekst do własnej interpretacji. Mógł… (chyba nie muszę kończyć). Nie jestem fanką takich rozwiązań, jednak jestem w stanie zrozumieć, że istnieją czytelnicy lubujący się w takich zakończeniach. Dlatego nie oceniam tego opowiadania. Nie wystawię żadnej oceny również ze względu na moją niechęć porównywania krótkiego tekstu z książkami, które niejednokrotnie posiadają wielopoziomową fabułę.

Jeśli jesteście ciekawi, jakie tajemnice, o których nie wspominałam, skrywa „Klucz” Łukasza Migury, jego opowiadanie możecie znaleźć tutaj, gdzie za niewielką opłatą, będziecie mogli sami przeczytać i ocenić to krótkie dzieło, do czego serdecznie zachęcam wszystkich.

Za możliwość przeczytania opowiadania dziękuję autorowi Łukaszowi Migurze.

[76] Gitara i inne demony młodości - Bogusław Chrabota [Felieton z Niezależnym Ekspertem #3]

[76] Gitara i inne demony młodości - Bogusław Chrabota [Felieton z Niezależnym Ekspertem #3]


Kto z Was w młodości nie marzył o zostaniu gwiazdą, niech pierwszy rzuci kamieniem! Niemal każda mała dziewczynka śni o tym, by w przyszłości zostać aktorką, tancerką lub piosenkarką. Podejrzewam, że u chłopców jest podobnie, nawet jeśli w myślach krążą im inne zawody. Niezależnie od czasów, w jakich żyjemy, wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy te same pragnienia i jednakowe problemy.

Czy muzyka może być lekiem na otaczającą nas rzeczywistość? Jak najbardziej. Może być również magnesem, który przyciąga do siebie ludzi z pozoru różniących się od siebie. A może być także punktem wyjścia do napisania powieści (nie do końca) autobiograficznej.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Bogusław Chrabota
Tytuł oryginału: Gitara i inne demony miłości
Data wydania: 18 czerwca 2019 r.
Liczba stron: 260
Kategoria: reportaż, biografia
Moja ocena: 7/10

„Gitara i inne demony młodości” to doskonale napisana książka. Nie do końca powieść, nie całkiem reportaż, nie jest to też pełnokrwista biografia – ale treść z pewnością łączy ze sobą te trzy różne, acz podobne gatunki. Oczyma narratora widzimy ówczesny świat, młodość, stan wojenny, teraźniejszość. A w tle wciąż czai się gitara – Defil Carioca – senne marzenie, symbol młodości i pragnień.

Czterech przyjaciół, których losy przeplatają się na różnych etapach życia. Miłość do muzyki, bunt przeciwko zastanej rzeczywistości wyrażany na różne sposoby. I gitara marki Defil, będąca świadkiem tych wszystkich wydarzeń. 

Bogusław Chrabota – dziennikarz, pisarz, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. Urodzony i wykształcony w Krakowie. Debiutował jako poeta w „Tygodniku Powszechnym”. Przed rokiem 1989 pisał głównie do prasy podziemnej i emigracyjnej, m.in. do „brulionu”, „Tumultu”, „Nowego Dziennika”. Od początku lat 90. dziennikarz telewizyjny. Pracował w Telewizji Polskiej. Od 1993 roku związany z Telewizją Polsat, gdzie przez wiele lat piastował stanowisko dyrektora programowego. Autor tomów poetyckich i prozatorskich, m.in. powieści Ferzan, Psy Egiptu, esejów Konigsberg. Historia rodzinna, Świnia z twarzą Stalina oraz licznych reportaży publikowanych w „Newsweeku”, „Wprost” i „Rzeczpospolitej”.
~biogram autora umieszczony w książce

Bogusław Chrabota był mi znany do tej pory wyłącznie ze swoich dokonań dziennikarsko-publicystycznych, dlatego byłem nieco zaskoczony widząc znajome nazwisko na okładce pozycji z gatunku literatury popularnej. Jak mówi sam autor, nie jest to typowa powieść autobiograficzna. Część wątków została jednak zaczerpnięta z jego życia.

Na książkę zdecydowałam się ze względu na miejsce, z którego pochodzi autor. Nowa Huta, niechlubne miejsce w Krakowie, a jednak z wielu względów dla mnie bliskie. Arka Pana, pachnące jaśminem i bzem ulice – miejsca, które już od najmłodszych lat towarzyszyły również mnie, mimo że mieszkam w zupełnie innym miejscu. Ba! W innym województwie.

Opisywana książka budzi we mnie pewne osobiste emocje. Podobnie bowiem jak w przypadku głównego bohatera, gitara stanowi istotny element mojego życia. Dlatego też wielokrotnie w trakcie lektury uśmiechałem się pod nosem do własnych wspomnień – nastoletnich (rzecz jasna niespełnionych) marzeń o podboju świata i zostaniu gwiazdą rocka. Gitara stanowi dla głównego bohatera przepustkę do innego, lepszego świata. Wraz z przyjaciółmi próbuje założyć własny zespół, pomimo licznych przeciwności losu. Z kart powieści bije przede wszystkim nostalgia i tęsknota za młodością. Autor próbuje unieśmiertelnić swoich przyjaciół z dzieciństwa, a także krakowską Nową Hutę, gdzie przyszło mu dorastać. Kreśli przy tym zdecydowanie krytyczny obraz ponurej i siermiężnej PRL-owskiej rzeczywistości. Nie szczędzi mocnych słów pod adresem generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz innych komunistycznych dygnitarzy.  

Książka nie mówi tylko o tym, jak ważna była muzyka dla autora, już od wczesnych lat młodzieńczych. Powieść jest przede wszystkim hołdem dla zmarłych przyjaciół i minionych czasów. „Gitara i inne demony młodości” mimo zwięzłości, zawiera wiele ważnych treści. Autor w swoim dziele porusza kwestie przyjaźni, miłości i śmierci. W książce dużo jest też o zawodności ludzkiej pamięci.

Mniej więcej w połowie powieści muzyka zaczyna częściowo ustępować miejsca polityce. Główny bohater dorasta i poprzez działalność opozycyjną próbuje zmienić otaczający go świat, lecz w dalszej części da się też wyczuć jego rozczarowanie rozwojem wydarzeń w kraju po 1989 roku. W drugiej części książki przez fabułę przewijają się również czołowe postacie opozycji demokratycznej, m.in. Lech Wałęsa i Adam Michnik, a także wielu innych działaczy.

Bogusław Chrabota bardzo szczegółowo opisywał wydarzenia i postacie związane z PRL-em, przez co osoby nieobeznane z tematem mogą nie być do końca usatysfakcjonowane lekturą. Jednak, jeśli ma się chociaż nikłe pojęcie na temat niedawnych wydarzeń z dziejów Polski, nic nie powinno stać na przeszkodzie w przyswajaniu tekstu. Co więcej, można się podszkolić w tej kwestii, jeśli ma się braki, bo autor dokładnie wszystko wyłuszczył.

W trakcie lektury trudno się oprzeć wrażeniu, że pisał ją dziennikarz i publicysta zajmujący się na co dzień polityką. Osoba mniej zorientowana w najnowszej historii Polski, a zwłaszcza w okresie przemian ustrojowych może mieć kłopot ze zrozumieniem kontekstu wydarzeń i docenieniu w pełni historii, którą przedstawia Chrabota.

Wyżej opisane wątki polityczno-historyczne nie zdominowały jednak całości w negatywny sposób. Najważniejsze w całej opowieści pozostają bowiem losy alter ego Bogusława Chraboty i jego przyjaciół – Tomka, Stasia i Marka.

Książkę „połknąłem” błyskawicznie – życiorysy bohaterów ukazane na tle kluczowych dla Polski wydarzeń wciągnęły mnie naprawdę mocno. Momentami książkę czytało się niemal jak dobry reportaż, a odbiór byłby zapewne jeszcze lepszy, gdybym lekturę dodatkowo umilił sobie słuchaniem wykonawców z tamtego okresu. Z czystym sumieniem mogę polecić „Gitarę i inne demony młodości” czytelnikom zainteresowanym współczesną historią Polski, spełnionym i niespełnionym gwiazdom rocka, a także nieco dojrzalszym osobom, pamiętającym czasy PRL. Z pewnością nie będziecie rozczarowani lekturą.

Nie mogę powiedzieć, że polecam tę książkę wszystkim, ponieważ tylko osoby, dla których temat jest bliski, mogą być zainteresowane pozycją i mieć przyjemność z lektury. Jeśli Wy też, tak jak autor, w latach młodości chcieliście zostać gwiazdą rocka, lub jeśli chcecie sobie przypomnieć czasy PRL-u, albo z Waszego życia zniknęły osoby najbliższe, a po nich pozostała tylko jedna jedyna rzecz ku ich pamięci, to zdecydowanie powinniście poznać historię życia Bogusława Chroboty.


Recenzja powstała przy współpracy z Portalem Duże Ka.

→ Atramentowa Przystań
→ Niezależny Ekspert
[75] Uprzywilejowani. Stroiciele - Ewa Kowalska

[75] Uprzywilejowani. Stroiciele - Ewa Kowalska


Jeszcze nie tak dawno książki polskich autorów omijałam szerokim łukiem. Aż pewnego dnia, z braku lepszych opcji, sięgnęłam po jedną z rodzimych powieści walających się od lat na półce. W tamtym momencie zmienił się cały mój światopogląd dotyczący pochodzenia pisarzy. Od kilku lat staram się nadrabiać zaległości oraz być na bieżąco z nowymi tytułami.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Ewa Kowalska
Tytuł oryginału: Uprzywilejowani. Stroiciele
Data wydania: 25 czerwca 2019 r.
Liczba stron: 256
Kategoria: fantastyka
Moja ocena: 6/10

„Uprzywilejowani. Stroiciele” to drugi tom cyklu „Pakt Trójprzymierza” polskiej autorki Ewy Kowalskiej. Niestety umknęła mi jakimś cudem pierwsza część serii i zostałam rzucona w wir wydarzeń zupełnie nie znając początku historii.

Jeden, z pozoru harmonijny świat został zagwarantowany Paktem Trójprzymierza. Stroiciele tworzą zasady współistnienia, Uprzywilejowani stoją na straży praw, a Pełzaki… są jedynie Pełzakami. Być może świat chciał innego porządku, lecz ludzie stojący na szczycie piramidy zadecydowali zupełnie inaczej. Teraz jednak odwieczny porządek może runąć, a zapobiec temu może jedynie trójka zagubionych nastolatków.

Jak wspominałam wcześniej, nie mogę porównywać tej książki do jej poprzedniczki, ponieważ nie miałam przyjemności jej przeczytać. Myślę, że zupełnie łatwiej byłoby mi zrecenzować „Uprzywilejowanych”, gdybym znała bieg historii poprzedzający wydarzenia opisane w danej książce. Jednak jeśli chodzi o fabułę, to nie miałabym nic do zarzucenia, gdyby nie nadmiar wrażeń. Wiem, jak dziwnie to brzmi, ale naprawdę akcja jest zbyt wartka jak na książkę, która posiada zaledwie 256 stron. Czasami ciężko było nadążyć za tym, co autorka miała na myśli.

Nawiązując do zbyt szybkiego tempa wydarzeń, warto wspomnieć o pewnej niespójności i niezrozumiałości tekstu. Bardzo często zdarzały się momenty, w akcji których brało udział wiele osób. Miałam problem ze zrozumieniem, jaki bohater wykonuje dane czynności, w szczególności, że Pani Ewa Kowalska (nad)używała ogólnych określeń „on zrobił”, „on wypił”, „on pobiegł”… Ale który on? Tego, w niektórych przypadkach, nie wiem do teraz.

Nie mogę jednak powiedzieć, że nie podobała mi się całość zwrotów akcji, ponieważ niektóre były niezwykle zaskakujące i podziwiałam sposób w jaki autorka szokowała czytelnika. Poza tym sam wątek tak oklepanej walki dobra ze złem bardzo przypadł mi do gustu. Niezwykle ujęło mnie to, że muzyka może zwalczyć wiele przeszkód – doszukiwałam się w tym licznych metafor, chociaż podejrzewam, że pisarka nie miała tego na myśli.

Sam zarys fabuły jest niezwykle ciekawy. Powieść jest dobrze skonstruowana, nie ma w niej żadnych luk, do których można by się doczepić. Możliwe, że gdybym wcześniej poznała pierwszą część, to zupełnie nie miałabym zastrzeżeń. Niemały kłopot sprawiali mi też bohaterowie. Nie umiałam ich rozróżnić, a też funkcje, jakie pełnili w ich świecie były zagadką. Dotychczas w większości serii fantasy, z jaką się spotkałam, każda część (lub przynajmniej kilka początkowych części) wspominała ogólny zarys zdolności. Tutaj wędrowałam po książce trochę po omacku.

Duży plus przyznaję za okładkę, która mimo swojej prostoty przyciąga wzrok. Można doszukiwać się w niej związku z fabułą, mimo, że niewiele się na niej znajduje. Poza tym bardzo cieszy fakt, że szata graficzna współgra z pierwszą częścią, mimo że jeszcze jej nie posiadam.

Całość można podsumować bardzo krótko – książka zasługuje na uwagę, ale wiele rzeczy można by poprawić. Istnieją liczne niedociągnięcia, które przeszkadzają w lekturze. Książka jest fajnym przerywnikiem, lecz nie zaspokoi bardziej wymagającego czytelnika.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Duże Ka.

[74] SI - Stepan Wartanow

[74] SI - Stepan Wartanow


Literaturą science-fiction zainteresowałam się jakiś czas temu, ale przyznam, że nie każda książka z tego gatunku mnie zachwyciła. Dobrym przykładem jest „Księga Joanny”, przy której ogromnie się męczyłam, aż w końcu odpuściłam ją sobie (recenzja). Pomimo wielu pozytywnych opinii, ta konkretna pozycja nie przypadła mi do gustu. Aczkolwiek opis „SI” dawał ogromne nadzieje, że tym razem będzie inaczej.


Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Autor: Stepan Wartanow
Polski tytuł: SI
Tytuł oryginału: AI
Data wydania: 25 lipca 2018 r.
Liczba stron: 442
Kategoria: science fiction
Moja ocena: 8/10

Rok 2036. Cztery jednostki Sztucznej Inteligencji wymykają się spod kontroli wojska i postanawiają zostać ludźmi. Przypadkowo SI trafiają do cyberpunka – największego pechowca w dziejach ludzkości. Postanawia on pomóc w planach nowo przybyłych współlokatorów. Jego życie od tego momentu staje się jeszcze większą farsą.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Stepana Wartanowa, ale niezwykle udane. Książka bawiła mnie do łez! Farsa goni farsę, poganianą przez komizm sytuacyjny. A wszystko przez wspomnianego wyżej cyberpunka, którego życie jest istną katastrofą. Oczywiście tylko dla niego, ponieważ my dzięki temu otrzymujemy ogromną dawkę rozrywki. Dziwnym sposobem Bob zawsze znajduje się w epicentrum przykrych wydarzeń. Sam twierdzi, że los go nienawidzi - nie radzi sobie w życiu prywatnym, a jego gospodarstwo wciąż odwiedzają niespotykane wcześniej, nadzwyczajne kataklizmy. Nutkę humoru zapewnia też wątek kryminalny, który dotyczy handlu narkotykami. Przestępców można porównać do pary złodziejaszków z kultowego już filmu „Kevin sam w domu”, więc kolejna doza śmiechu gwarantowana.

Humor jest wspaniałą otoczką dla treści jaką przekazuje książka. Pod grubą powłoką, powieść ukrywa piękne i głębokie przemyślenia. Przemyca ważne wartości, które, gdyby je wyjąć i umieścić w osobnej książce, byłyby doskonałymi odpowiedziami na pytania natury egzystencjalnej. Wszystko, co ważne, zostało ujęte w naukach przekazywanych Sztucznej Inteligencji o byciu człowiekiem. „SI” bawi więc i uczy.

Szata graficzna okładki nie zachwyca, chociaż biorę poprawkę na to, że gatunek sci-fi jest specyficzny pod względem oprawy. Według mnie rysunek samochodu i robota gryzie się z bardzo realistyczną twarzą mężczyzny. Choć oczywiście doceniam fakt, że przedstawiona scena ma ścisły związek z fabułą powieści, to nie jest to sztuka na wysokim poziomie (przynajmniej według mnie).

„SI” zdecydowanie należy do pozycji, które warto znać. Połączenie strony fikcyjnej z realiami naszego świata udało się autorowi doskonale i można było to odebrać jako rzecz naturalną. Świat jaki został przedstawiony w książce prawdopodobnie będzie istniał za kilka lat naprawdę. Świetnie się bawiłam podczas czytania i serdecznie polecam Wam dzieło Stepana Wartanowa.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

[73] Podsumowanie czytelnicze Styczeń - Czerwiec 2019 r.

[73] Podsumowanie czytelnicze Styczeń - Czerwiec 2019 r.

Połowa roku już za nami. Za każdym razem, gdy mam pisać podsumowanie, to obawiam się, że zapomnę o jakiejś istotnej informacji. W tym roku postanowiłam zrobić post zbiorczy dotyczący połowy roku, ażeby w grudniu mieć mniej pracy. W takim razie czekają Was łącznie dwa wpisy podsumowujące.


Zacznijmy od przeczytanych książek. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy przeczytałam 18 książek o łącznej liczbie stron 6680 (według wydań, które miałam akurat w rękach). Uważam, że jest to bardzo dobry wynik ze względu na to, że w całym poprzednim roku przeczytałam tylko 21 książek (7 146 stron).

Styczeń:
1. Philip Pullman – „Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury” (recenzja)
2. Jenna Blum – „Portret Rodzinny” (recenzja)
3. J. K. Rowling – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”
4. Shane Hegarty – „Miasteczko Darkmord” (recenzja)

Luty:
5. Louise Penny – „Zabójczy Mróz” (recenzja)
6. D. B. Foryś – „Tylko żywi mogą umrzeć” (recenzja)

Marzec:
7. K. C. Hiddenstorm – „Krwawy Księżyc” (recenzja)
8. J. K. Rowling – „Harry Potter i Komnata Tajemnic”

Kwiecień:
9. Lavie Tidhar – „Słodycze” (recenzja)
10. Alexandra Bracken – „Mroczne Umysły” (recenzja)
11. Bernhard Jaumann – „Oczy Meduzy” (recenzja)
12. Artur Owczarski – „Droga 66. Droga Matka” (recenzja

Maj:
13. J. K. Rowling – „Harry Potter i Więzień Azkabanu”
14. Marie Lu – „Warcross” (recenzja)
15. Jane Austen – „Czytamy w oryginale. Rozważna i Romantyczna. Sense and Sensibility”

Czerwiec:
16. Maciej Makarewicz – „Atlantycka Konspiracja” (recenzja)
17. Klester Cavalcanti – „Nazywają mnie śmierć” (recenzja)
18. Cornelia Funke – „Atramentowe serce”

Z radością stwierdzam, że w tym roku trafiam na dosyć dobre książki, które czytam z prawdziwym zaciekawieniem. Nie obraziłabym się, gdyby druga połowa roku upłynęła równie przyjemnie.

W tym roku postanowiłam również wziąć udział w Wyzwaniu Czytelniczym serwisu Lubimy Czytać, ale myślę, że najlepiej będzie jeśli podsumowanie tej zabawy opiszę w osobnym poście.

Podjęłam również współpracę z portalem Duże Ka, gdzie co jakiś czas możecie znaleźć pisane przeze mnie recenzje, podpisane moim imieniem i nazwiskiem. Współpraca z Wydawnictwem Papierowy Księżyc nadal ma się dobrze i rozkwita, co bardzo mnie cieszy.

Do tej pory na blogu pojawiło się 24 wpisy z roku bieżącego, z czego 17 było recenzjami, a 4 pochodziły z cyklu „Wyhaczone”. Posty nareszcie dodaję w miarę regularne, zarówno te tutaj, jak i te na fanpage’u na Facebooku.

Aktualnie kończę książkę z gatunku science-fiction „SI” Stepana Wartanowa i mam zamiar zacząć „Gitara i inne demony młodości” – Bogusława Chrabota lub „Uprzywilejowani. Stroiciele” Ewy Kowalskiej.

A Wam jak minęło ostatnie sześć miesięcy? Pochwalcie się w komentarzach!

[72] Atlantycka konspiracja - Maciej Makarewicz

[72] Atlantycka konspiracja - Maciej Makarewicz


Uwielbiam książki w stylu Dana Browna, więc gdy tylko pojawiła się okazja przeczytania powieści z wątkiem dawno zaginionego skarbu, przyjęłam ją z otwartymi ramionami. „Atlantycka konspiracja” Macieja Makarewicza stawia pod znakiem zapytania znaną każdemu historię świata. Być może odkrycie spisków minionych władców zmieni losy przeszłości?


Wydawnictwo: Replika
Autor: Maciej Makarewicz
Tytuł oryginału: Atlantycka konspiracja
Data wydania: 14 maja 2019 r.
Liczba stron: 463
Kategoria: thriller
Moja ocena: 7/10

Rory Fallon – główny bohater – pasjonuje się starodawnymi mapami i wciąż dąży do zdobycia jak największej wiedzy na temat kartografii. Pewnego dnia odsłuchuje dosyć osobliwą wiadomość od dawnego znajomego dom Joao. Rory wpada w wir portugalskich intryg, za którymi kryje się zaginiony skarb templariuszy oraz słynna mapa Padrao Real, która może zmienić bieg historii i granice współczesnych państw.

Przyznam szczerze, że opis książki wydawał mi się bardziej fascynujący, niż jest ona w istocie. Długo zajęło mi wciągnięcie się w lekturę, ponieważ początkowo akcja przeskakuje pomiędzy bohaterami. W dodatku ciężko ich rozróżniać – nie dzieje się z nimi nic na tyle charakterystycznego, żeby zapamiętać kto jest kim, a postaci jest stosunkowo wiele. Autor od razu rzuca nas na głęboką wodę, jeśli chodzi o ilość informacji do przyswojenia.

Sami bohaterowie są dosyć różnorodni i moim zdaniem dobrze nakreśleni. Choć postać samego Joao była lekko naciągana, reszcie nie mam nic do zarzucenia. Dziwił mnie jedynie fakt, jak szybko Rory, wraz ze swoją współpracownicą z przypadku Aną, rozwiązują zagadki i wpadają na kolejne tropy. Nawet najbardziej sprytny człowiek i najsprawniejszy umysł musi się zatrzymać w którymś momencie, w szczególności, że główny bohater jest z pochodzenia Australijczykiem, więc nie mówi płynnie w języku portugalskim, co stanowi niemały problem. A jednak udaje mu się wszystko doskonale zrozumieć mimo początkowo opisywanych problemów lingwistycznych…

Niestety nie dość, że książka przez dłuższy czas nie mogła mnie wciągnąć, to jeszcze naprawdę interesująca zaczęła być dopiero około 250 strony. Co gorsze, pod koniec również opuściło mnie zainteresowanie działaniami bohaterów. Przede wszystkim w powieści dużo jest historii i ważnych faktów. Naprawdę chylę czoła przed autorem za znajomość tylu zagadnień, które wiernie opisywał w swoim dziele. Wiem też, że bez tego fabuła byłaby mało wiarygodna i być może mniej wymagająca. Jednak mnie to nie przekonało tak do końca.

Sama fabuła jest bardzo ciekawa. Z czystym sumieniem mogę nawet powiedzieć, że przypomina to dzieła wspomnianego wyżej Dana Browna, z własnym dla polskiego autora, unikatowym stylem, który bardzo przypadł mi do gustu. „Atlantycka konspiracja” nie jest ciężką powieścią. W słowach czuć lekkość pióra i znajomość opisywanych tematów oraz miejsc. Narracja przeprowadzona jest w świetny sposób, więc pod względem technicznym nie ma na co narzekać.

Podobała mi się jeszcze jedna, niespotykana na co dzień kwestia. Autor pokusił się o opisywanie przeżyć nie tylko głównej części postaci, ale także zobaczyliśmy, co w duszy gra drugoplanowemu najemnemu zbirowi. Nie dość, że jest to poboczna postać, to w dodatku nie jest on prowodyrem przedsięwzięć. W taki sposób mogliśmy mieć kilka wglądów na aktualny stan rzeczy.

Mimo, że książka nie zadowoliła mnie w pełni, wiem że jeśli spotkam kolejną powieść tego autora, to na pewno zechcę ją przeczytać. Nie uważam, że książka jest zła, ale trochę się przy niej męczyłam. „Atlantycka konspiracja” z pewnością dotrze w większym stopniu do osób, które interesują się historią, kartografią albo legendarnymi zaginionymi skarbami.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Duże Ka.
[71] Nazywają mnie śmierć - Klester Cavalcanti

[71] Nazywają mnie śmierć - Klester Cavalcanti


 „Nazywają mnie śmierć” to książka, która zdecydowanie porusza. Odrobinę straszna, lekko szokująca, ale też pełna emocji – i tych dobrych, i tych złych. Przesycona uczuciami powieść o płatnym zabójcy z Brazylii – Julio Santanie – z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć.


Wydawnictwo: Muza
Autor: Klester Cavalcanti
Polski tytuł: Nazywają mnie śmierć
Tytuł oryginału: O Nome da Morte
Data wydania: 24 kwietnia 2019 r.
Liczba stron: 320
Kategoria: reportaż, literatura faktu
Moja ocena: 9/10

Wspomniany wyżej Julio Santana w swoim życiu zabił 492 osoby. Nigdy jednak żadna z ofiar nie została uśmiercona z jego własnych pobudek. Julio zabijanie traktował jak pracę. Jeśli on nie zabije, to zrobi to ktoś inny i zarobi na tym grube pieniądze. Dziesięć zdrowasiek i dwadzieścia „ojczenaszów” -  tyle wystarczy, aby przeprosić Boga za swoje czyny. Wszystkie nazwiska ofiar skrzętnie zapisywał w zeszycie, razem z kwotą, jaką otrzymał za zlecenie. W książce wszystkie nazwiska są prawdziwe.

Klester Cavalcanti – autor tej książki dokumentalnej spędził 7 lat na zbieranie materiałów do jej napisania. Zdobycie zaufania Julia nie było łatwą sprawą. Dodatkowe rozmowy ze świadkami i sprawdzanie autentyczności faktów również zajęły trochę czasu. Dla prawdziwego dziennikarza śledczego nie jest to jednak żadne wyzwanie. Mam nadzieję, że autor poza licznymi, zdobytymi już nagrodami, otrzyma również stosowne uznanie za „Nazywają mnie śmierć”.

Książka prowadzi nas od samych początków „kariery” Julia, czyli od momentu pierwszego zabójstwa popełnionego w wieku 17 lat. Wszystkie opisy są niezwykle realistyczne - osoby o słabych nerwach mogą mieć problem z przebrnięciem przez zakamarki duszy zabójcy, który po pierwszym zleceniu jest zrozpaczony. Solennie obiecuje sobie i Bogu, że już nigdy więcej tego nie powtórzy. Jednak los prowadzi go w zupełnie inną stronę.

Niezwykłe jest to, że opisywana historia mężczyzny jest prawdziwa. Nie ma wymyślonych dat, czy pseudonimów. Długo nie mogło to do mnie dotrzeć i nadal nie wiem, czy na pewno do końca dociera. Książka pokazuje nam losy młodego chłopca - widzimy jak dorasta, doświadcza nowych przeżyć, poznaje żonę i po niemal każdym zabójstwie próbuje skończyć ze swoim zawodem.

Nie jest łatwo być płatnym zabójcą. Ciągłe ukrywanie się, problemy rodzinne oraz ciążące wyrzuty sumienia i świadomość popełnionych grzechów, mimo odmawianej za każdym razem modlitwy. Autor bardzo zręcznie ukazał nam całe brzemię, które każdego dnia niesie na swoich plecach Julio. W ciągu 35 lat pracy został złapany na gorącym uczynku tylko raz i „ma nadzieję, że nigdy więcej mu się to nie przytrafi”. Zadziwiające jest to, że po przeczytaniu tej lektury, poznaniu bliżej człowieka, który przecież zabija za pieniądze, ja również mam taką nadzieję.

Nie wiem, co wpływa na moją ocenę. Być może tylko to, że temat wiąże się z moim wykształceniem? W tej chwili jestem jednak pewna, że ocena bierze się raczej z ogromu przeżytych emocji. Książka mogłaby mieć lepszą, mniej oklepaną okładkę – to fakt. Ale czy to ma znaczenie w stosunku do przekazanej historii? Na pewno nie. Polecam serdecznie „Nazywają mnie śmierć” wszystkim. Książka pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy, poznać płatnego zabójcę, który może być zarazem cudownym mężem i kochającym ojcem.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Duże Ka.

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger