[79] Jezioro Ciszy - Anne Bishop

[79] Jezioro Ciszy - Anne Bishop


Serię „Inni” na pewno kojarzy każdy szanujący się fan współczesnego fantasy. Na mnie ta seria czeka na półce, aczkolwiek szósta część, „Jezioro Ciszy”, może być czytana bez znajomości pozostałych książek. I właśnie o tym tomie odrobinę Wam dziś opowiem.



Wydawnictwo: Initium
Autor: Anne Bishop

Polski tytuł: Jezioro Ciszy
Tytuł oryginału: Lake Silence
Seria: Inni
Data wydania: 18 września 2019 r.
Liczba stron: 512
Kategoria: fantastyka


To było moje pierwsze spotkanie z Anne Bishop i mówiąc krótko: zakochałam się w jej twórczości. Wystarczyła ta jedna książka, żebym wiedziała, że poprzednie części nie na marne czekają na swoją kolej w mojej biblioteczce. 

Autorka ma już na swoim koncie stosunkowo wiele książek, więc nie wiem, jak mogłam jej wcześniej nie znać, no ale stało się! Dziwne, że akurat to nazwisko zawsze omijałam w księgarniach i bibliotekach. Dobrze, że w końcu coś mnie do niej przekonało. Lepiej późno niż wcale.

Vicki DeVine – główna bohaterka powieści – prowadzi mały pensjonat dla turystów w okolicach, które nie cieszą się zbyt dobrą sławą. W Sprężynowie dzieją się rożne rzeczy, głównie za sprawą Innych, czyli wampirów, zmiennokształtnych i podobnych im, niecodziennych stworzeń. Vicki zostaje wplątana w śledztwo dotyczące morderstwa, które jak się później okazuje ma z nią bezpośredni związek. Całość opiewa mgła tajemnicy, a w tle czai się niebezpieczeństwo.

Już dawno nie czytałam książki, takiej jak ta. Lektur od których w zasadzie zaczęła się moja bezgraniczna miłość do fantasy. Jako początek mojej historii w takim klimacie jest chyba seria o Wiktorii Biankowskiej Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz Czysta Krew autorstwa Charlaine Harris. Kto czytał, ten wie. Nutka tajemnicy i potężna dawka humoru to połączenie doskonałe. Uwielbiam właśnie takie książki, dzięki którym mogę totalnie zagłębić się w lekturze. Mieć zagadkę do rozwiązania, odciąć się od realnego świata i dodatkowo mieć powód do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Tak. Zdecydowanie jest to najlepszy misz-masz literacki.

Nie mogłabym nie wspomnieć o wydaniu. Czcionka ułatwia szybkie czytanie, bez przemęczania wzroku. Dodatkowo nie zauważyłam szczególnych błędów w tekście, na co ostatnio zbyt często trafiam, więc za to zdecydowany plus dla Wydawnictwa Initium. Piękne elementy „dekoracyjne” przy początkach rozdziałów cieszą oko. I okładka… Chociaż wszystkie książki z serii mają hipnotyzujące grafiki, to ta jest wyjątkowa. Nie umiem dokładnie określić co w sobie ma, ale według mnie jest zdecydowanie najlepsza.

W książce nie podobało mi się jedno – to, że się skończyła. Na szczęście pozostaje mi jeszcze pięć zaległych części, więc mam co robić w wolnym czasie. Cieszę się, że będę miała okazję poznać bliżej świat Innych, choć i w tej części wszystko zostało świetnie przedstawione. Nie zauważyłam żadnych niedociągnięć, dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam (łącznie ze zwrotami akcji).

Było bardzo miło powrócić do świata, jaki zapamiętałam z wcześniejszych wypraw do książek fantasy. „Jezioro Ciszy” gwarantuje relaks i dobrą zabawę, czego na pewno każdy z nas potrzebuje. Zachęcam bardzo serdecznie do przeczytania tej książki, jak i zapewne wszystkich pozostałych dzieł autorki.



Moja ocena: 9/10


Recenzja powstałą przy współpracy z Portalem Duże Ka.
[78] Bitwa o nonsens - Agata Wilk

[78] Bitwa o nonsens - Agata Wilk


W lipcu ukazał się post, w którym przedstawiłam Wam książki, jakie udało mi się przeczytać w pierwszej połowie roku. Chwaliłam wtedy lektury, ze względu na ich poziom i życzyłam sobie aby druga połowa roku była równie dobra. Niestety nie mogło być tak pięknie i wśród pięknych łabędzi trafiło się brzydkie kaczątko.


Wydawnictwo: AlterNatywne
Autor: Agata Wilk
Tytuł oryginału: Wędrówka.
Seria: Bitwa o nonsens
Data wydania: lipiec 2019 r.
Liczba stron: 624
Kategoria: fantastyka

 „Bitwa o nonsens. Wędrówka” to w połowie jeden wielki BEZSENS. W porządku, to niezbyt miły początek recenzji i owszem, znajdzie się pewnie kilka pozytywów, ale chcę zacząć od tej gorszej części, żeby choć odrobinę milej zakończyć swoją opinię.

Zacznę od głównej bohaterki. Cóż to była za irytująca łajza (uznajcie to, za łagodne określenie). Jeśli dobrze pamiętam, dziewczyna miała mieć 17 lat. Więc wyobraźcie sobie, że zachowywała się jak głupia (nie zwyczajna, tylko głupia) trzynastolatka. Na całe nieszczęście osobiście znam taki okaz, a to jedynie sprawiało, że nie znosiłam tej dziewczyny jeszcze bardziej. Charlene, bo tak nasze zacne dziewczę ma na imię, została przez jedną z recenzentek książki nazwana chorągiewką, która obraca się tak, jak wiatr zawieje. Niezwykle trafne porównanie!

Oczywiście, jak to zwykle bywa, pokrzywdzona przez los nastolatka trafia do świata, w którym ma odegrać ważną rolę. Jaką rolę? Otóż o tym się nie przekonamy. A przynajmniej nie w tej części. Doszły mnie bowiem słuchy, że cykl „Bitwy o nonsens” ma być złożony z bodajże 7 tomów. Ale o tym za chwilę. Charlene trafia do swego rodzaju innego wymiaru, gdzie zostaje przypisana jej niezwykle ważna rola Kapłanki. To znaczy podobno „bardzo ważna”, bo tak jak wspomniałam, nie dowiadujemy się kim jest Kapłanka i czemu społeczeństwo nie może się bez niej obejść. Jeśli już mowa o tej ważnej osobistości – poprzednia kobieta na tym stanowisku miała ogromny kłopot z brakiem przestrzeni, ponieważ była niejako więziona w zamku przez króla, tymczasem Charlene nie ma z tym większych kłopotów. Co więcej, jedno jej słowo i król zmienia to prawo, a bohaterka dodatkowo może zwyczajnie pojechać na wyprawę, którą sobie wymyśliła.

Ogólnie rzecz ujmując świat przedstawiony jest skonstruowany w nielogiczny sposób. Mam wrażenie, że autorka dopasowywała możliwości bohaterów do biegu wydarzeń. Gdy tylko zaszła potrzeba, bohaterowie nagle wykazywali się niesamowitymi zdolnościami, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Jest też coś, czego chyba nikt nie zauważył, a co bez przerwy mnie mierziło w tej książce. Wątek miłosny. Ale nie tylko jako związek i fruwające serduszka, których nie lubię w żadnej lekturze. Oczywiście, Charlene zakochuje się w pierwszym lepszym, przystojnym chłopaku i, co równie oczywiste on też pała do niej uczuciem. Axel ma zaledwie (jeśli dobrze pamiętam) 300 lat, w sposób naturalny dla książek tego gatunku przystojniak się nie starzeje, ani fizycznie, ani psychicznie. Teraz analiza: on, przystojny trzystulatek i ona śliczniutka siedemnastka z trzynastolatką wewnątrz. Czy to tylko dla mnie brzmi jak podejrzenie? Przecież to zionie pedofilią!

Przejdę może teraz na moment do bardziej pozytywnej części. Autorka naprawdę mnie zaskoczyła w kilku momentach. Dla przykładu: w chwili śmierci jednej z bohaterek (więcej nie zdradzę, żeby uniknąć spoilerów) oraz pod koniec książki szpecąc twarz naszego przystojniaczka (nie jest to istotna informacja, więc nie alarmuję). Te i kilka innych zwrotów akcji sprawiło, że uwierzyłam w zdolności pisarskie Agaty Wilk. Naprawdę.

Akcja jest okropnie rozwleczona. Na ponad 600 stronach zawartych jest zbyt mało ważnych wydarzeń. Wszystko porusza się jak muchy w smole. W dodatku wiadomość o siedmiu częściach zaskoczyła mnie niezmiernie, bo co jeszcze autorka może chcieć upchnąć w kolejnych tomach (podejrzewam równie grubych i równie rozwlekłych), skoro tutaj już akcja stoi w miejscu? W dodatku nie wiemy dokąd zmierzamy. Nie ma żadnego konsensusu, celu, a nawet jakiegoś motta dla równolatków psychologicznych bohaterki. Do czego to wszystko dąży?

Czułam się wypompowana w trakcie lektury. Byłam niepocieszona po lekturze. A teraz potrzebuję kolejnej części, bo nie mogę żyć w nieświadomości, po co to wszystko było?! Droga Autorko, drogie Wydawnictwo, czekam na kolejną część! Nawet jeśli będzie równie słaba jakościowo. Chcę znać dalsze losy. Dlatego właśnie „Bitwa o nonsens. Wędrówka” to BEZSENS.

Moja ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne.


[77] Klucz - Łukasz Migura [Opowiadanie]

[77] Klucz - Łukasz Migura [Opowiadanie]


Dzisiejsza recenzja będzie bardzo zwięzła i konkretna. Tak krótka, jak i opowiadanie, które postaram się Wam choć odrobinę przybliżyć.

„Klucz” jest stosunkowo świeżym opowiadaniem science fiction młodego, polskiego autora Łukasza Migury. Jest to jego pierwsze dzieło, które zostało stworzone w celach zarobkowych, niedługo po tym, gdy przekonał się, że chce poświęcić się pisaniu opowieści.


Całość opowiadania to dokładnie 66 stron ebooka w wersji epub razem z kilkoma stronami głównych informacji o książce i autorze. Historię bardziej zaliczyłabym do thrillerów z elementami sci-fi niż stricte do tego drugiego gatunku – noir science fiction. Treść przedstawia nam przede wszystkim postać Leszka, opowiada o jego wzlotach i upadkach. Chociaż nie wszystko było napisane czarno na białym, to wiele dało się wyczytać między wierszami.

Nie bardzo mogę opisać dokładną treść fabuły, ponieważ mogłabym zdradzić zbyt wiele. Najbardziej istotnym elementem jest pamięć przenośna, na której zapisany jest klucz. Klucz do tego, aby zawładnąć światem lub go zniszczyć. W ciągu tych kilkudziesięciu stron dostajemy zadziwiająco dużo informacji na temat Leszka i innych bohaterów, a to wszystko właśnie za sprawą tego tajemniczego ciągu liczb.

Przeczytanie opowiadania zajęło mi zaledwie dwudziestominutową przerwę w pracy. Szczerze mówiąc nie umiem jednoznacznie ocenić utworu. Sama treść została napisana w dobry sposób - widać, że ktoś zna się na rzeczy. Narracja prowadzona jest wręcz doskonale. Fabuła wciąga na tyle, że nie da się od niej oderwać. Opowieść czyta się z zapartym tchem, aby dowiedzieć się: kto, gdzie, jak, dlaczego? Nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym nie przeczytać całości za jednym zamachem, nawet jeśli byłaby to pełnowymiarowa, około czterystustronicowa książka.

Niestety mam jedno, acz zasadnicze „ALE”. Nie do końca rozumiem sens tego opowiadania, a zakończenie jest dosyć… byle jakie. Owszem. Autorowi mogło chodzić o przedstawienie pogoni za władzą i pieniądzem. Mogło. Aczkolwiek nie musiało. Pan Łukasz mógł też zostawić tekst do własnej interpretacji. Mógł… (chyba nie muszę kończyć). Nie jestem fanką takich rozwiązań, jednak jestem w stanie zrozumieć, że istnieją czytelnicy lubujący się w takich zakończeniach. Dlatego nie oceniam tego opowiadania. Nie wystawię żadnej oceny również ze względu na moją niechęć porównywania krótkiego tekstu z książkami, które niejednokrotnie posiadają wielopoziomową fabułę.

Jeśli jesteście ciekawi, jakie tajemnice, o których nie wspominałam, skrywa „Klucz” Łukasza Migury, jego opowiadanie możecie znaleźć tutaj, gdzie za niewielką opłatą, będziecie mogli sami przeczytać i ocenić to krótkie dzieło, do czego serdecznie zachęcam wszystkich.

Za możliwość przeczytania opowiadania dziękuję autorowi Łukaszowi Migurze.

[76] Gitara i inne demony młodości - Bogusław Chrabota [Felieton z Niezależnym Ekspertem #3]

[76] Gitara i inne demony młodości - Bogusław Chrabota [Felieton z Niezależnym Ekspertem #3]


Kto z Was w młodości nie marzył o zostaniu gwiazdą, niech pierwszy rzuci kamieniem! Niemal każda mała dziewczynka śni o tym, by w przyszłości zostać aktorką, tancerką lub piosenkarką. Podejrzewam, że u chłopców jest podobnie, nawet jeśli w myślach krążą im inne zawody. Niezależnie od czasów, w jakich żyjemy, wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy te same pragnienia i jednakowe problemy.

Czy muzyka może być lekiem na otaczającą nas rzeczywistość? Jak najbardziej. Może być również magnesem, który przyciąga do siebie ludzi z pozoru różniących się od siebie. A może być także punktem wyjścia do napisania powieści (nie do końca) autobiograficznej.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Bogusław Chrabota
Tytuł oryginału: Gitara i inne demony miłości
Data wydania: 18 czerwca 2019 r.
Liczba stron: 260
Kategoria: reportaż, biografia
Moja ocena: 7/10

„Gitara i inne demony młodości” to doskonale napisana książka. Nie do końca powieść, nie całkiem reportaż, nie jest to też pełnokrwista biografia – ale treść z pewnością łączy ze sobą te trzy różne, acz podobne gatunki. Oczyma narratora widzimy ówczesny świat, młodość, stan wojenny, teraźniejszość. A w tle wciąż czai się gitara – Defil Carioca – senne marzenie, symbol młodości i pragnień.

Czterech przyjaciół, których losy przeplatają się na różnych etapach życia. Miłość do muzyki, bunt przeciwko zastanej rzeczywistości wyrażany na różne sposoby. I gitara marki Defil, będąca świadkiem tych wszystkich wydarzeń. 

Bogusław Chrabota – dziennikarz, pisarz, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. Urodzony i wykształcony w Krakowie. Debiutował jako poeta w „Tygodniku Powszechnym”. Przed rokiem 1989 pisał głównie do prasy podziemnej i emigracyjnej, m.in. do „brulionu”, „Tumultu”, „Nowego Dziennika”. Od początku lat 90. dziennikarz telewizyjny. Pracował w Telewizji Polskiej. Od 1993 roku związany z Telewizją Polsat, gdzie przez wiele lat piastował stanowisko dyrektora programowego. Autor tomów poetyckich i prozatorskich, m.in. powieści Ferzan, Psy Egiptu, esejów Konigsberg. Historia rodzinna, Świnia z twarzą Stalina oraz licznych reportaży publikowanych w „Newsweeku”, „Wprost” i „Rzeczpospolitej”.
~biogram autora umieszczony w książce

Bogusław Chrabota był mi znany do tej pory wyłącznie ze swoich dokonań dziennikarsko-publicystycznych, dlatego byłem nieco zaskoczony widząc znajome nazwisko na okładce pozycji z gatunku literatury popularnej. Jak mówi sam autor, nie jest to typowa powieść autobiograficzna. Część wątków została jednak zaczerpnięta z jego życia.

Na książkę zdecydowałam się ze względu na miejsce, z którego pochodzi autor. Nowa Huta, niechlubne miejsce w Krakowie, a jednak z wielu względów dla mnie bliskie. Arka Pana, pachnące jaśminem i bzem ulice – miejsca, które już od najmłodszych lat towarzyszyły również mnie, mimo że mieszkam w zupełnie innym miejscu. Ba! W innym województwie.

Opisywana książka budzi we mnie pewne osobiste emocje. Podobnie bowiem jak w przypadku głównego bohatera, gitara stanowi istotny element mojego życia. Dlatego też wielokrotnie w trakcie lektury uśmiechałem się pod nosem do własnych wspomnień – nastoletnich (rzecz jasna niespełnionych) marzeń o podboju świata i zostaniu gwiazdą rocka. Gitara stanowi dla głównego bohatera przepustkę do innego, lepszego świata. Wraz z przyjaciółmi próbuje założyć własny zespół, pomimo licznych przeciwności losu. Z kart powieści bije przede wszystkim nostalgia i tęsknota za młodością. Autor próbuje unieśmiertelnić swoich przyjaciół z dzieciństwa, a także krakowską Nową Hutę, gdzie przyszło mu dorastać. Kreśli przy tym zdecydowanie krytyczny obraz ponurej i siermiężnej PRL-owskiej rzeczywistości. Nie szczędzi mocnych słów pod adresem generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz innych komunistycznych dygnitarzy.  

Książka nie mówi tylko o tym, jak ważna była muzyka dla autora, już od wczesnych lat młodzieńczych. Powieść jest przede wszystkim hołdem dla zmarłych przyjaciół i minionych czasów. „Gitara i inne demony młodości” mimo zwięzłości, zawiera wiele ważnych treści. Autor w swoim dziele porusza kwestie przyjaźni, miłości i śmierci. W książce dużo jest też o zawodności ludzkiej pamięci.

Mniej więcej w połowie powieści muzyka zaczyna częściowo ustępować miejsca polityce. Główny bohater dorasta i poprzez działalność opozycyjną próbuje zmienić otaczający go świat, lecz w dalszej części da się też wyczuć jego rozczarowanie rozwojem wydarzeń w kraju po 1989 roku. W drugiej części książki przez fabułę przewijają się również czołowe postacie opozycji demokratycznej, m.in. Lech Wałęsa i Adam Michnik, a także wielu innych działaczy.

Bogusław Chrabota bardzo szczegółowo opisywał wydarzenia i postacie związane z PRL-em, przez co osoby nieobeznane z tematem mogą nie być do końca usatysfakcjonowane lekturą. Jednak, jeśli ma się chociaż nikłe pojęcie na temat niedawnych wydarzeń z dziejów Polski, nic nie powinno stać na przeszkodzie w przyswajaniu tekstu. Co więcej, można się podszkolić w tej kwestii, jeśli ma się braki, bo autor dokładnie wszystko wyłuszczył.

W trakcie lektury trudno się oprzeć wrażeniu, że pisał ją dziennikarz i publicysta zajmujący się na co dzień polityką. Osoba mniej zorientowana w najnowszej historii Polski, a zwłaszcza w okresie przemian ustrojowych może mieć kłopot ze zrozumieniem kontekstu wydarzeń i docenieniu w pełni historii, którą przedstawia Chrabota.

Wyżej opisane wątki polityczno-historyczne nie zdominowały jednak całości w negatywny sposób. Najważniejsze w całej opowieści pozostają bowiem losy alter ego Bogusława Chraboty i jego przyjaciół – Tomka, Stasia i Marka.

Książkę „połknąłem” błyskawicznie – życiorysy bohaterów ukazane na tle kluczowych dla Polski wydarzeń wciągnęły mnie naprawdę mocno. Momentami książkę czytało się niemal jak dobry reportaż, a odbiór byłby zapewne jeszcze lepszy, gdybym lekturę dodatkowo umilił sobie słuchaniem wykonawców z tamtego okresu. Z czystym sumieniem mogę polecić „Gitarę i inne demony młodości” czytelnikom zainteresowanym współczesną historią Polski, spełnionym i niespełnionym gwiazdom rocka, a także nieco dojrzalszym osobom, pamiętającym czasy PRL. Z pewnością nie będziecie rozczarowani lekturą.

Nie mogę powiedzieć, że polecam tę książkę wszystkim, ponieważ tylko osoby, dla których temat jest bliski, mogą być zainteresowane pozycją i mieć przyjemność z lektury. Jeśli Wy też, tak jak autor, w latach młodości chcieliście zostać gwiazdą rocka, lub jeśli chcecie sobie przypomnieć czasy PRL-u, albo z Waszego życia zniknęły osoby najbliższe, a po nich pozostała tylko jedna jedyna rzecz ku ich pamięci, to zdecydowanie powinniście poznać historię życia Bogusława Chroboty.


Recenzja powstała przy współpracy z Portalem Duże Ka.

→ Atramentowa Przystań
→ Niezależny Ekspert
[75] Uprzywilejowani. Stroiciele - Ewa Kowalska

[75] Uprzywilejowani. Stroiciele - Ewa Kowalska


Jeszcze nie tak dawno książki polskich autorów omijałam szerokim łukiem. Aż pewnego dnia, z braku lepszych opcji, sięgnęłam po jedną z rodzimych powieści walających się od lat na półce. W tamtym momencie zmienił się cały mój światopogląd dotyczący pochodzenia pisarzy. Od kilku lat staram się nadrabiać zaległości oraz być na bieżąco z nowymi tytułami.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Ewa Kowalska
Tytuł oryginału: Uprzywilejowani. Stroiciele
Data wydania: 25 czerwca 2019 r.
Liczba stron: 256
Kategoria: fantastyka
Moja ocena: 6/10

„Uprzywilejowani. Stroiciele” to drugi tom cyklu „Pakt Trójprzymierza” polskiej autorki Ewy Kowalskiej. Niestety umknęła mi jakimś cudem pierwsza część serii i zostałam rzucona w wir wydarzeń zupełnie nie znając początku historii.

Jeden, z pozoru harmonijny świat został zagwarantowany Paktem Trójprzymierza. Stroiciele tworzą zasady współistnienia, Uprzywilejowani stoją na straży praw, a Pełzaki… są jedynie Pełzakami. Być może świat chciał innego porządku, lecz ludzie stojący na szczycie piramidy zadecydowali zupełnie inaczej. Teraz jednak odwieczny porządek może runąć, a zapobiec temu może jedynie trójka zagubionych nastolatków.

Jak wspominałam wcześniej, nie mogę porównywać tej książki do jej poprzedniczki, ponieważ nie miałam przyjemności jej przeczytać. Myślę, że zupełnie łatwiej byłoby mi zrecenzować „Uprzywilejowanych”, gdybym znała bieg historii poprzedzający wydarzenia opisane w danej książce. Jednak jeśli chodzi o fabułę, to nie miałabym nic do zarzucenia, gdyby nie nadmiar wrażeń. Wiem, jak dziwnie to brzmi, ale naprawdę akcja jest zbyt wartka jak na książkę, która posiada zaledwie 256 stron. Czasami ciężko było nadążyć za tym, co autorka miała na myśli.

Nawiązując do zbyt szybkiego tempa wydarzeń, warto wspomnieć o pewnej niespójności i niezrozumiałości tekstu. Bardzo często zdarzały się momenty, w akcji których brało udział wiele osób. Miałam problem ze zrozumieniem, jaki bohater wykonuje dane czynności, w szczególności, że Pani Ewa Kowalska (nad)używała ogólnych określeń „on zrobił”, „on wypił”, „on pobiegł”… Ale który on? Tego, w niektórych przypadkach, nie wiem do teraz.

Nie mogę jednak powiedzieć, że nie podobała mi się całość zwrotów akcji, ponieważ niektóre były niezwykle zaskakujące i podziwiałam sposób w jaki autorka szokowała czytelnika. Poza tym sam wątek tak oklepanej walki dobra ze złem bardzo przypadł mi do gustu. Niezwykle ujęło mnie to, że muzyka może zwalczyć wiele przeszkód – doszukiwałam się w tym licznych metafor, chociaż podejrzewam, że pisarka nie miała tego na myśli.

Sam zarys fabuły jest niezwykle ciekawy. Powieść jest dobrze skonstruowana, nie ma w niej żadnych luk, do których można by się doczepić. Możliwe, że gdybym wcześniej poznała pierwszą część, to zupełnie nie miałabym zastrzeżeń. Niemały kłopot sprawiali mi też bohaterowie. Nie umiałam ich rozróżnić, a też funkcje, jakie pełnili w ich świecie były zagadką. Dotychczas w większości serii fantasy, z jaką się spotkałam, każda część (lub przynajmniej kilka początkowych części) wspominała ogólny zarys zdolności. Tutaj wędrowałam po książce trochę po omacku.

Duży plus przyznaję za okładkę, która mimo swojej prostoty przyciąga wzrok. Można doszukiwać się w niej związku z fabułą, mimo, że niewiele się na niej znajduje. Poza tym bardzo cieszy fakt, że szata graficzna współgra z pierwszą częścią, mimo że jeszcze jej nie posiadam.

Całość można podsumować bardzo krótko – książka zasługuje na uwagę, ale wiele rzeczy można by poprawić. Istnieją liczne niedociągnięcia, które przeszkadzają w lekturze. Książka jest fajnym przerywnikiem, lecz nie zaspokoi bardziej wymagającego czytelnika.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Duże Ka.

[74] SI - Stepan Wartanow

[74] SI - Stepan Wartanow


Literaturą science-fiction zainteresowałam się jakiś czas temu, ale przyznam, że nie każda książka z tego gatunku mnie zachwyciła. Dobrym przykładem jest „Księga Joanny”, przy której ogromnie się męczyłam, aż w końcu odpuściłam ją sobie (recenzja). Pomimo wielu pozytywnych opinii, ta konkretna pozycja nie przypadła mi do gustu. Aczkolwiek opis „SI” dawał ogromne nadzieje, że tym razem będzie inaczej.


Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Autor: Stepan Wartanow
Polski tytuł: SI
Tytuł oryginału: AI
Data wydania: 25 lipca 2018 r.
Liczba stron: 442
Kategoria: science fiction
Moja ocena: 8/10

Rok 2036. Cztery jednostki Sztucznej Inteligencji wymykają się spod kontroli wojska i postanawiają zostać ludźmi. Przypadkowo SI trafiają do cyberpunka – największego pechowca w dziejach ludzkości. Postanawia on pomóc w planach nowo przybyłych współlokatorów. Jego życie od tego momentu staje się jeszcze większą farsą.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Stepana Wartanowa, ale niezwykle udane. Książka bawiła mnie do łez! Farsa goni farsę, poganianą przez komizm sytuacyjny. A wszystko przez wspomnianego wyżej cyberpunka, którego życie jest istną katastrofą. Oczywiście tylko dla niego, ponieważ my dzięki temu otrzymujemy ogromną dawkę rozrywki. Dziwnym sposobem Bob zawsze znajduje się w epicentrum przykrych wydarzeń. Sam twierdzi, że los go nienawidzi - nie radzi sobie w życiu prywatnym, a jego gospodarstwo wciąż odwiedzają niespotykane wcześniej, nadzwyczajne kataklizmy. Nutkę humoru zapewnia też wątek kryminalny, który dotyczy handlu narkotykami. Przestępców można porównać do pary złodziejaszków z kultowego już filmu „Kevin sam w domu”, więc kolejna doza śmiechu gwarantowana.

Humor jest wspaniałą otoczką dla treści jaką przekazuje książka. Pod grubą powłoką, powieść ukrywa piękne i głębokie przemyślenia. Przemyca ważne wartości, które, gdyby je wyjąć i umieścić w osobnej książce, byłyby doskonałymi odpowiedziami na pytania natury egzystencjalnej. Wszystko, co ważne, zostało ujęte w naukach przekazywanych Sztucznej Inteligencji o byciu człowiekiem. „SI” bawi więc i uczy.

Szata graficzna okładki nie zachwyca, chociaż biorę poprawkę na to, że gatunek sci-fi jest specyficzny pod względem oprawy. Według mnie rysunek samochodu i robota gryzie się z bardzo realistyczną twarzą mężczyzny. Choć oczywiście doceniam fakt, że przedstawiona scena ma ścisły związek z fabułą powieści, to nie jest to sztuka na wysokim poziomie (przynajmniej według mnie).

„SI” zdecydowanie należy do pozycji, które warto znać. Połączenie strony fikcyjnej z realiami naszego świata udało się autorowi doskonale i można było to odebrać jako rzecz naturalną. Świat jaki został przedstawiony w książce prawdopodobnie będzie istniał za kilka lat naprawdę. Świetnie się bawiłam podczas czytania i serdecznie polecam Wam dzieło Stepana Wartanowa.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

[73] Podsumowanie czytelnicze Styczeń - Czerwiec 2019 r.

[73] Podsumowanie czytelnicze Styczeń - Czerwiec 2019 r.

Połowa roku już za nami. Za każdym razem, gdy mam pisać podsumowanie, to obawiam się, że zapomnę o jakiejś istotnej informacji. W tym roku postanowiłam zrobić post zbiorczy dotyczący połowy roku, ażeby w grudniu mieć mniej pracy. W takim razie czekają Was łącznie dwa wpisy podsumowujące.


Zacznijmy od przeczytanych książek. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy przeczytałam 18 książek o łącznej liczbie stron 6680 (według wydań, które miałam akurat w rękach). Uważam, że jest to bardzo dobry wynik ze względu na to, że w całym poprzednim roku przeczytałam tylko 21 książek (7 146 stron).

Styczeń:
1. Philip Pullman – „Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury” (recenzja)
2. Jenna Blum – „Portret Rodzinny” (recenzja)
3. J. K. Rowling – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”
4. Shane Hegarty – „Miasteczko Darkmord” (recenzja)

Luty:
5. Louise Penny – „Zabójczy Mróz” (recenzja)
6. D. B. Foryś – „Tylko żywi mogą umrzeć” (recenzja)

Marzec:
7. K. C. Hiddenstorm – „Krwawy Księżyc” (recenzja)
8. J. K. Rowling – „Harry Potter i Komnata Tajemnic”

Kwiecień:
9. Lavie Tidhar – „Słodycze” (recenzja)
10. Alexandra Bracken – „Mroczne Umysły” (recenzja)
11. Bernhard Jaumann – „Oczy Meduzy” (recenzja)
12. Artur Owczarski – „Droga 66. Droga Matka” (recenzja

Maj:
13. J. K. Rowling – „Harry Potter i Więzień Azkabanu”
14. Marie Lu – „Warcross” (recenzja)
15. Jane Austen – „Czytamy w oryginale. Rozważna i Romantyczna. Sense and Sensibility”

Czerwiec:
16. Maciej Makarewicz – „Atlantycka Konspiracja” (recenzja)
17. Klester Cavalcanti – „Nazywają mnie śmierć” (recenzja)
18. Cornelia Funke – „Atramentowe serce”

Z radością stwierdzam, że w tym roku trafiam na dosyć dobre książki, które czytam z prawdziwym zaciekawieniem. Nie obraziłabym się, gdyby druga połowa roku upłynęła równie przyjemnie.

W tym roku postanowiłam również wziąć udział w Wyzwaniu Czytelniczym serwisu Lubimy Czytać, ale myślę, że najlepiej będzie jeśli podsumowanie tej zabawy opiszę w osobnym poście.

Podjęłam również współpracę z portalem Duże Ka, gdzie co jakiś czas możecie znaleźć pisane przeze mnie recenzje, podpisane moim imieniem i nazwiskiem. Współpraca z Wydawnictwem Papierowy Księżyc nadal ma się dobrze i rozkwita, co bardzo mnie cieszy.

Do tej pory na blogu pojawiło się 24 wpisy z roku bieżącego, z czego 17 było recenzjami, a 4 pochodziły z cyklu „Wyhaczone”. Posty nareszcie dodaję w miarę regularne, zarówno te tutaj, jak i te na fanpage’u na Facebooku.

Aktualnie kończę książkę z gatunku science-fiction „SI” Stepana Wartanowa i mam zamiar zacząć „Gitara i inne demony młodości” – Bogusława Chrabota lub „Uprzywilejowani. Stroiciele” Ewy Kowalskiej.

A Wam jak minęło ostatnie sześć miesięcy? Pochwalcie się w komentarzach!

Copyright © 2014 Atramentowa Przystań , Blogger